niedziela, 20 października 2013

#60 Niall

Twoi rodzice się rozwiedli to wszystko była twojej mamy wina. Twoja mama cały czas piła, wydawała pieniądze na alkohol i papierosy. Cały czas miała do ciebie pretensje jedyne poparcie miałaś w tacie.To dzięki niemu się znajdujesz w Irlandii. Ale tu też nie jest tak kolorowo niektóre osoby twierdzą, że tu nie pasujesz i codziennie dostajesz jakieś pogróżki. Twoja jedyna przyjaciółka została w Polsce przyjeżdża do ciebie na wakacje rozmawiacie często, ale tonie to samo. Nie wytrzymujesz. Parę miesięcy temu znalazłaś miejsce, z którego zawsze chciałaś skoczyć był to most linowy.Przychodziłaś tam zawsze, kiedy miałaś problemy.Dzisiaj nadszedł ten dzień twój tata wrócił późno do domu, więc nie masz czego się martwić. Chciałaś skoczyć, bo już nie wytrzymywałaś. Przygotowywałaś się do skoku. 

-Co tu robisz?- odwróciłaś się i zobaczyłaś blondyna, który się tobie przyglądał.
-Chce skoczyć nie widać
-Ale dlaczego?
-Bo nie wytrzymuje psychicznie?
-Chodź wyjaśnisz mi wszystko- nie wiedziałaś czemu, ale zaufałaś blondynowi. Opowiedziałaś mu wszystko od rozwodu aż do teraz.- A tak w ogóle mam na imię Niall.
-A ja [T.I]- zaufałaś blondynowi. Dzięki tamtej chwili zyskałaś przyjaciela. Po roku znajomości ta przyjaźń się zaczęła się przeradzać w coś więcej. Niall wyznał co czuję zostaliście szczęśliwą parą. Teraz szykujesz się na swój własny ślub i nadal nie możesz uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło w 3 lata.

Wiem, że krótki następny bedzie dłuższy.-Meggie xoxo

Hejo

Hej wszystkim. Dołączyłam do ekipy bloga. Jestem Meggie (tak naprawdę Magda, ale nie lubię swojego imienia) mam 14 lat. Możecie mnie kojarzyć z dwóch innych blogów Tego i tego . Na twitterze znajdziecie mnie pod nazwą @_Clary_Fray :). Dziękuje bardzo, że Marysia mnie przyjęła. Mam nadzieję, że moje imaginy się wam spodobają.

poniedziałek, 23 września 2013

Ogłoszenia

1. Tylko jedna osoba zgłosiła się do pisania ze mną bloga - co mnie nie dziwi - i teraz nie mam z nią kontaktu (jeśli to czytasz to odpisz mi proszę!). 

2. Czy jest ktoś jeszcze kto chciałby pisać ze mną te wypociny? (piszcie w komentarzach)
 
3. Przepraszam, że od dłuższego czasu na blogu nic się nie pojawiło, ale mam teraz ciężki czas w życiu i proszę byście mnie zrozumieli. 

4. Czuję się na prawdę winna temu, że nie mogę spełnić waszych wymagań, dlatego chcę 'zatrudnić' do pomocy kogoś nowego, lecz potrafiącego pisać.

5. Piszę nowe opowiadanie o tytule "Survive", które będzie w większej części o Harry'm i Liam'ie.

"Annie i Alicia - siostry, córki mafiozy, zapadające w mroczny sen o miłości z ich największymi wrogami." 

(kliknij na obrazek by przenieść się do opowiadania)

6. Przepraszam, kocham was. x

piątek, 16 sierpnia 2013

SZUKAM POMOCY!

Zastanawiam się czy nie przyjąć kogoś do pomocy, więc jeśli jest ktoś chętny to przyjmę na próbę i jeśli będzie nam się dobrze współpracowało ta osoba/y zostanie/ą na stałe. ;)


Chętna/y? Wyślij do mnie podstawowe informacje o sobie i przykładowy imagin o którymś z chłopców lub nawet o całej piątce. 
Temat? Jaki chcecie, ale bez przesady, bo ja chcę przeżyć. XD


PISZCIE NA TEN E-MAIL:
kozmarysia2@gmail.com

#58 Zayn (zawiera kawałek +18)

Pierwsza część: (+18)

Opadłam zmęczona w jego ramiona. Zamknęłam oczy starając się wyrównać oddech, a on otoczył mnie ciepłem swojego ciała starając się ogrzać moją nagość leżącą na chłodnej podłodze. Któraś z kolei rundka wyssała ze mnie resztki energii (bardziej dosłownie niż wam się wydaje). Ucałował moją spoconą skroń powoli zjeżdżając przez policzek, szyję, obojczyk, aż do zgłębienia między moimi piersiami. Nagle znalazł się nade mną na czworakach ssając wcześniej wspomniane miejsce swoimi namiętnymi wargami. Wypięłam się w jego stronę, układając usta w literkę 'o', a moje dłonie znalazły swoje miejsce w jego włosach delikatnie ciągnąc. Po kilku chwilach zacząć śpiewać początek piosenki "Where Have You Been", jeszcze bardziej mnie tym napalając.

I've been everywhere, man
Looking for someone
Someone who can please me
Love me all night long

Jedna z jego dłoni niespodziewanie zaczęła kręcić kółeczka wokół mojej łechtaczki. Na taki kontakt nie byłam przygotowana, a moje oczy szeroko się otworzyły. Doprowadza mnie do szału fakt, że unika czułego miejsca torturując moje zmęczone i delikatne jak nigdy nerwy.
- Zayn... Proszę, skończmy już na dziś. - wyjęczałam zaczynając odczuwać dyskomfort.
- Na pewno? - spojrzał mi głęboko w oczy.
- Tak, przepraszam. - zarumieniłam się przygryzając wargę.
Pokręcił głową zaprzestając swoją tak bardzo rozpraszającą mnie czynność.
- Nie chcę sprawiać ci bólu, każdy ma jakąś granicę. - uśmiechnął się i ucałował moje czoło.
Wiecie jak to jest czuć się bezpiecznym w ramionach zakazanego owocu? Ja wiem i to za dobrze. Kilka razy pod przykrywką nocy zaprowadził mnie do swojego mieszkania i tam pieprzył aż do poranku. Kiedyś przez przypadek poznałam jego trzyletnią córeczkę i panikowałam, że będę powodem przez który jego związek się rozpadnie. Ale okazało się, że matka dziewczynki kompletnie ich olała i po porodzie wyemigrowała z kraju, więc moje obawy zmalały. Pozostał jedynie problem czy mała Roxanne nie nakryje nas kiedyś.
Wtuliłam się w jego prawy bok powoli uświadamiając sobie co dzisiaj zrobiliśmy źle. Jak z torpedy wróciłam do pozycji siedzącej i analizowałam fakty.

fuck, fuck, fuck. nie zabezpieczyliśmy się. fuck, fuck, fuck.

- Wszystko dob- - przerwałam mu.
- Zayn, mam pytanie. Mogę? - powiedziałam wpatrując się w ścianę.
- Jasne, co jest? - złapał mnie za rękę.
- Czy czułeś się dzisiaj jakoś inaczej podczas seksu? Chodzi mi o odczucia fizyczne. - od razu sprostowałam.
- Emmm, szczerze to tak. Dlaczego pytasz?
Wstałam i zaczęłam się ubierać obmyślając w głowie odpowiedź. Chyba prosto z mostu będzie najlepiej.
- Bo nie użyliśmy kondoma. - zwróciłam się do niego już całkowicie ubrana kiedy zapinał spodnie.
Jego oczy poszerzyły się do rozmiaru pięciozłotówek, a moje zaszły łzami. Czułam, że zaraz nogi odmówią mi posłuszeństwa więc podeszłam do biurka, naparłam na nie obiema rękoma i pochyliłam głowę dając się ponieść emocjom. Zacisnęłam niewiarygodnie mocno powieki i zaczęłam głęboko oddychać - byleby nie pozwolić reszcie łez zlecieć po moich policzkach.

---------------------------------------------------------------------------------
Buhahaha, wiem, że lubicie gdy kończy się w takich momentach i od razu mówię, że nie będzie więcej części. XD
Krótkie i pozostawia niedosyt - oto mi chodziło. ;)

PS: Jak coś to zmieniłam swoją nazwę z Marychaa na Marykhln, żeby nie było, że kogoś nowego przyjęłam. XD

piątek, 9 sierpnia 2013

#57 (wybrany przez ciebie chłopak)

 Dla Dashy. ♥
Włączcie tą piosenkę, tak dla nastroju.


Odeszłam.
Pewnie zadajecie sobie pytanie "Dlaczego ona odeszła?", a to nie jest łatwe do wytłumaczenia. Niełatwo jest również podjąć decyzję o odejściu od drugiej osoby, ale co jeśli ta osoba się zmieniła? Dała się wciągnąć w śmietnik społeczeństwa? Okazała się kimś innym? Nie była kimś za kogo się podawała? Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię być poniżana i mieszana z gównem przed znajomymi mojego chłopaka.

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty. 

Odeszłam i nie wrócę. To, że obiecał poprawę nie oznacza, że jestem głupia, naiwna i można mnie wykorzystywać, prawda? Prawda. Każdy ma jakiś limit wytrzymałości, każdy ma jakiś kres. Ale przecież twój lub raczej nasz koniec był zaplanowany, ustalony za moimi plecami. Spiski zawsze były twoją specjalnością, ale, że posunąłeś się aż do zakładu? To do ciebie nie podobne mój drogi. Zawsze działasz według wcześniej ustalonego planu, a spontaniczność jest u ciebie rzadkością. Ciekawa jestem co cię skusiło do jego przyjęcia. Pieniądze czy może alkoholowe zabawy w towarzystwie twoich niebezpiecznych znajomych? Pewnie nigdy nie będzie dane mi się dowiedzieć.

Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze. 


Całowałeś, pocieszałeś, obiecywałeś i co z tego mam? Panie i panowie oto odpowiedź: NIC. Dałam się wrobić w miłość, miłość jednostronną, dla ciebie nic nieznaczącą. Może tak miało być? Może Bóg cię wysłał, ponieważ chciał uodpornić mnie przed światem? Może, ale w moich oczach i tak nic cię nie usprawiedliwia. Jesteś po prostu kolejnym... nie wiem jak cię nazwać, ale bądź pewien, że nie jest to pochlebne określenie.

Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże. 
 


No kurwa, dałam się nabrać. Teraz pewnie śmiejesz się ze swoimi głupimi znajomymi, w jakimś głupim barze z jakąś głupią laską u boku. A ja? A ja siedzę w kółko przesłuchując naszej piosenki w kółko powtarzając jej słowa "When something is broken, and you try to fix it. Trying to repair it anyway you can". Wytykam sobie jaka to byłam głupia by "ugryźć jabłko". Obwiniam ciebie, a może to moja wina? Może w ten sposób chciałeś dać mi nauczkę? Ale za co? Czy kiedykolwiek cię skrzywdziłam? Raczej nie... Zresztą sama już nie wiem co robić, co myśleć. Mam mętlik w głowie, którego sprawcą na pewno jesteś ty. A wiesz co boli najbardziej? Że zwierzyłam ci się z mojej przeszłości, zaufałam, dałam się zmylić twoimi czułymi słówkami. Tylko ty znasz mój słaby punkt, teraz jedynie czekam aż użyjesz go przeciw mnie.

Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Miał być długi, ale brak weny jest moim utrapieniem. Przepraszam, że przeczytaliście to gówno.
No i przepraszam za czas oczekiwania, ale pierwsze zdanie powinno wszystko wytłumaczyć.

PS: Proszę, dajcie mi znać co myślicie.
PPS do Dashy: Miał być Louis, ale mam nadzieję, że się nie obraziłaś. ;)
xx

środa, 3 lipca 2013

#56 Louis

- Pa mała. - pocałował mnie w nos i machając skierował się do drzwi.
- Pa duży! - zaśmiałam się starając ukryć swój ból.
Uśmiechnąłeś się i zamknąłeś drzwi. Po twoim wyjściu moje ciało niczym wrak pozbawiony wnętrza, opadło na podłogę. Drżącymi rękoma przeczesałam włosy. Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze z płuc układając usta w dzióbek. Kiedy do moich uszu dobiegł warkot silnika załamałam się jeszcze bardziej dając upust moim emocjom. Skuliłam się w kącie przy drzwiach mocząc łzami ścianę. Długi przeciągły krzyk wydobył się z gardła by zagłuszyć pogubione myśli. Głowa zaczęła dawać o sobie znać w dość bolesny sposób. Przymknęłam oczy i podtrzymując się szafy wstałam. Przetarłam oczy dłonią i chwyciłam twoje zdjęcie. Uśmiechnęłam się do do fotografii, gładząc twoją twarz kciukiem.


Byłeś taki szczęśliwy nim mnie poznałeś, a teraz odczuwasz ból za każdym razem kiedy nie jestem przy tobie. Nie zasługujesz na to. Nie zasługujesz na cierpienie, a ja nie zasługuję na ciebie. Przełknęłam ślinę wypuszczając ramkę z dłoni, pozwalając jej spaść wprost na moje nogi. Szkiełko się stłukło raniąc moje bose stopy. Syknęłam przeklinając pod nosem i zostawiając krwawe ślady na śnieżno białym, puchatym dywanie. Wycierając w rękaw twojej koszuli resztki makijażu skierowałam się do naszej twojej sypialni. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i... nie mogłam się powstrzymać. Żyletka zawsze była kuszącym rozwiązaniem. Muszę stłumić swój ból psychiczny więc zrobię to tłumiąc go bólem fizycznym. Obróciłam w palcach cienki, lecz śmiertelnie ostry metal i zrobiłam na nadgarstku jedno nacięcie. Nie było jakieś głębokie, lecz satysfakcjonujące. I wtedy usłyszałam trzaskanie drzwi wejściowych. Gdy usłyszałam jak wołasz moje imię, wstałam i potykając się o własne nogi, skierowałam w kierunku łazienki. Szybko przemyłam twarz i zatamowałam lekkie krwawienie na nadgarstku. Coś mi się przypomniało i moja głowa wystrzeliła jak z torpedy. Przypatrywałam się sobie w lustrze uświadamiając sobie, że zostawiłam na łóżku żyletkę. Wbiegłam do sypialni jak poparzona w ostatnim momencie siadając na "dowodzie zbrodni".
- [t.i.], okazało się, że możesz jechać ze mną! - powiedziałeś uradowany.
Uśmiechnęłam się, a uśmiech przerodził się w płaczliwy śmiech. Rzuciłeś walizki i podbiegłeś kucając przede mną. Chwyciłeś moje dłonie chowając je w swoich.
- Nie płacz, Aniołku. - ucałowałeś mój nos, a ja rzuciłam ci się na szyję. - Cii, jestem tu, jestem przy tobie. - wyszeptałeś. - Kolejne pół roku spędzimy razem, wiesz o tym, prawda?
Pokiwałam głową mocniej wtulając się w twoje rozgrzane ciało. Uniosłeś mnie trzymając moje uda po obu stronach twojego ciała. Cieszyłam się że nie zdążyłam wyjść odchodząc bez pożegnania. W pewnym momencie poczułam jak twpje ciało się napina.
- [t.i.], co to jest? - nie odpowiedziałam. - Co to jest? Odpowiedz mi!
Byłam pewna, że mówosz o żyletce i pełnej moich ubrań walizce. Powoli wydostałam się z twojego uścisku siadając na materacu. Spuściłam głowę powstrzymując łzy. Ciężko westchnąłeś siadając obok mnie.
- Jaki miałaś zamiar? Co chciałaś zrobić? - wyszeptałeś.
Wzruszyłam ramiomami.
- Aniołku powiedz coś. Nie zamykaj się przede mną. - ucałowałeś mój policzek. - Kocham cię.
- Też cię kocham Boo.
Uśmiechnąłeś się słysząc przezwisko które ci nadałam. Wzięłam głęboki oddech i spokojnie opowiedziałam co mnie trapi. Przysłuchiwałeś się temu co mówiłam jednocześnie analizując. Na koniec rozpłakałam się szukając w twoich ramionach pocieszenia. Trzęsłam się od płaczu mocząc łzami twoją koszulkę. Uniosłeś mój podbródek, otarłeś łzy i delikatnie pocałowałeś sprawiając że zapomniałam o swoich problemach. Co jakiś czas szepczesz mi do ucha ciepłe słówka by uspokoić moje stargane nerwy. Oparłam głowę o twoje prawe ramię przymykając oczy a ty chwyciłeś zraniony nadgarstek uśmierzając ból delikatnym cmoknięciem. Odwróciłam twoją twarz w stronę mojej składając na twoich miękkich wargach soczysty pocałunek.
- Dziękuję. - szepnęłam dostając w odpowiedzi twój piękny uśmiech.