- Kocham Cię, mam nadzieję, że wrócisz szybko.
To ostatnie słowa które usłyszałam z ust mojego ukochanego narzeczonego, Liama. Dlaczego? Wstąpiłam do wojska amerykańskiego i wysłali mnie do Afganistanu. A teraz tak bardzo mi go brakuje, jego delikatnego głosu, namiętnych pocałunków i oczywiście spędzonych wspólnie nocy. Zawsze był taki opiekuńczy, troskliwy i czasami mnie rozpieszczał, ale za to go kocham. Dzisiaj co dzień boję się czy przeżyję następny dzień. Porwali mnie jako zakładnika w najniebezpieczniejszym miejscu w całym Afganistanie, podczas mojego patrolu. Przystawili mi pistolet do głowy, zabrali wszystko czym mogłabym się obronić i uderzyli czymś w głowę. Więcej nie pamiętam, straciłam przytomność. Teraz znajduję się w jakimś bunkrze na środku pustyni, trzymają mnie od dwóch dni. Nic nie jadłam, nic nie piłam, po prostu leżałam na podłodze skulona ze strachu i bólu, aż do czasu kiedy ktoś przyszedł, podniósł mnie i wrzucił do jakiegoś samochodu. W środku mnie nakarmili i dali pić, myślałam, że umrę z odwodnienia. Jechaliśmy dość długą drogę, przez cały ten czas siedziałam na siedzeniu i starałam się nie płakać, nie pokazywać swoich słabości. Po jakiś dwóch godzinach wsadzili mnie do kolejnej rudery, zostawili małą butelkę z wodą i pojechali mówiąc, że wrócą za kilka godzin. Podbiegłam do małego okienka, widziałam jak odjeżdżają zostawiając za sobą kłęby kurzu. Upadłam na kolana i zaczęłam się drzeć, ryczeć, walić pięściami w podłogę. W tym momencie chciałam przytulić się do ukochanego i powiedzieć mu po raz ostatni to głupie 'Kocham Cię'. Skuliłam się na podłodze i wyłam z niemiłosiernej tęsknoty za krajem, za przyjaciółmi, za rodziną, za ukochanym...
Jakiś czas później.
*perspektywa Liama*
Byłem przybity, zresztą jak co dzień. Nie ma jej przy mnie. A najgorsze jest to, że przestała się odzywać, pisać jakiekolwiek wiadomości, dzwonić! Urwała kontakt miesiąc temu. Martwię się, zaczynam myśleć o niestworzonych rzeczach, w kilku słowach: wariuję bez niej. Chłopcy próbowali mnie jakoś rozerwać, ale nie słuchałem, chciałem wiedzieć czy wszystko dobrze, jak się ma, czy żyje... Nie Liam! Nie! Nawet tak nie myśl! Ona żyje! Musi! Z każdym dniem załamuję się coraz bardziej. Pogrążam się. Przestaję dbać o siebie. Nie wkładam serca w to co robię. Pół świata się o mnie martwi! Udało mi się przełożyć wraz z chłopakami nadchodzącą trasę koncertową, nie chcę zawieźć fanów, nie mogę im tego zrobić. Wczoraj napisałem o tym na Twitterze, było trochę hejtów, lecz większość zgodziła się ze mną. Chcieli starego, uśmiechniętego Liama, na co odpisałem, że gdy dostanę moje serce z powrotem, będę taki jak kiedyś.
Usłyszałem jakieś krzyki z dołu, chłopcy krzyczeli między innymi moje imię. Wszedłem powoli z góry i usłyszałem kawałek ich rozmowy.
- Nie pokazujcie tego Liamowi, inaczej się załamie... *usłyszałem zatroskany głos Nialla*
- Czego mają mi nie pokazywać? *stanąłem za kanapą na której siedzieli*
- Niczego ważnego, najlepiej wróć do siebie do pokoju i...
- Niall, powiedz mi o co chodzi! - wydarłem się na cały dom, jedyne co zrobili to włączyli telewizor.
Leciały wiadomości, mówili o tym, że została porwana zakładniczka z armii amerykańskiej, a później puścili materiał na którym dziewczyna płacząc coś gada do kamery... tą dziewczyną była Kate... moja narzeczona. Stałem w szoku, po czym rzuciłem się na kolana i ciężko zacząłem płakać. Chłopcy próbowali mnie pocieszać, ale ich od siebie odpychałem. Mocno zacisnąłem pięści i zazgrzytałem zębami, przepełniały mnie złość i tęsknota. Wstałem, założyłem buty, chwyciłem płaszcz w dłoń i wybiegłem z domu na lotnisko. Muszę ją jakoś uratować
Miesiąc później
*twoja perspektywa*
Leżałam wycieńczona na płaskim materacu i marzyłam o tym czego teraz co było mi najbardziej potrzebne. Ciekawe czy Liam obejrzał ten film? Czy się o mnie martwi? A może sobie odpuścił? Nie, nawet nie mogę tak myśleć! W pewnym momencie usłyszałam warkot silników samochodów należących do armii. Od razu się podniosłam i spojrzałam w stronę drzwi. Były lekko obluzowane więc może mogłabym je wyważyć? Długo nie myślałam od razu rzuciłam się na drzwi i poleciałam wraz z nimi na piasek. Jest nadzieja. Nie obchodziło mnie to, że porywacze mogą być na zewnątrz i w każdej chwili mogą mnie zabić. Raz się żyje. Rzuciłam się biegiem w stronę żołnierzy krzycząc 'help'. Któryś mnie zauważył i wycelował we mnie karabinem AK, a po nim reszta. Pewnie pomyśleli, że jestem kolejnym psychopatą z ładunkiem C4 na piersi. By ich upewnić, że nie jestem zamachowcem zdjęłam koszulkę i zaczęłam krzyczeć, że zostałam uprowadzona i że należę do armii amerykańskiej. Gdy mnie usłyszeli któryś z żołnierzy opuścił broń i zaczął powoli do mnie podchodzić. Tym żołnierzem był mój kolega z wojska, momentalnie mnie w siebie mocno wtulił i zaczął gadać, że wszystko już będzie dobrze. I było. Zabrali mnie do bazy, pomogli zapakować i wysłali samolotem do Londynu. Media w jakiś sposób dowiedziały się o moim przyjeździe i jak tylko wyszłam z samolotu zaczęli zadawać setki pytań. Ignorowałam ich tak jak zawsze kazał mi Liam, a no właśnie Liam.
Wsiadłam szybko w taksówkę i podałam adres gdzie mają mnie zawieźć. Radosna wysiadłam z taksówki, zapłaciłam jakimiś groszami i rzuciłam się do drzwi domu chłopców. Zapukałam energicznie, otworzył mi Zayn. Wpatrywał się we mnie jak w ducha. Zaśmiałam się i mocno go przytuliłam.
- Idź do Liama, biedak zaraz tam umrze z tęsknoty za tobą.
Zrobiłam jak powiedział pobiegłam na górę i znalazłam Liama śpiącego na łóżku. Uśmiechnęłam się na jego widok. Pomału podeszłam do niego i przytuliłam od tyłu zostawiając delikatne pocałunki na całej jego szyi. Usłyszałam jak zamruczał i cichutko się zaśmiałam.
- Leyum, kochanie. Wstawaj śpiochu.
Momentalnie ode mnie odskoczył i uważnie mi się przypatrywał.
- Matko, jesteś duchem, śnisz mi się, czy mam omamy?
- A czy duch potrafi tak?
Pocałowałam go całą sobą, poczułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Już na zawsze będziemy razem.
-----------------------------------------------------------------------------------
Jezuus, jaki głupi mi wyszedł... -_- ale mam nadzieję, że am choć trochę się podoba :P
sobota, 13 października 2012
#19 Niall
Dla Elizy <3
<napisane z wykorzystaniem tekstu piosenki Ellie Goulding - I Know You Care>
Wszystko się wali, a tak dokładnie chodzi o waszą miłość. Zaczyna blaknąć, tracić dawną świetność. Niall coraz mniej się tobą interesuje, czasami cię nawet ignoruje, powoduje kłótnie o nic. A co z pokazywaniem miłości? Seksem? Robicie to jedynie kiedy przychodzi do domu pijany i napalony, nie odmawiasz cieszysz się każdą chwilą bliskości. Od jakiegoś czasu zastanawiasz się czym zawiniłaś, dlaczego twój mąż stał się taki oziębły w stosunku do ciebie? Nic nie wymyśliłaś prócz możliwości, że przestał cię kochać. Ostatnio nawet zaczęłaś pisać piosenkę co czujesz pod czas gdy siedziałaś sama w domu i czekałaś aż się pojawi.
Clinging to me
Like a last breath you would breathe
You were like home to me
I don't recognize this street
(Uczep się mnie
Jak ostatniego oddechu, którym byś oddychał
Byłeś dla mnie jak dom
Już nie poznaję tej ulicy)
Zaczęłaś pisać pamiętnik, wyrażałaś w nim wszystkie swoje uczucia, czasami nawet specjalnie zostawiałaś go otwartego by podszedł, przeczytał, przytulił, pocałował i obiecał poprawę. Nawet nie spojrzał w stronę tego głupiego zeszytu! Kilka dni temu nie wytrzymałaś, popłakałaś się po tym co usłyszałaś z jego ust i zamknęłaś się w łazience. Gdy tylko usłyszałaś trzask zamykanych drzwi sięgnęłaś do szafki po żyletkę. Obiecałaś sobie, że nigdy tego nie zrobisz, ale ból jest zbyt silny, musisz jakoś odreagować. Zrobiłaś kilka cięć i obserwowałaś krew spływającą kropelkami po twoim nadgarstku aż na podłogę. Przestałaś gdy wrócił do domu, czyli po jakiś 3 godzinach. Szybko wytarłaś podłogę, zdezynfekowałaś rany i okryłaś je tonami makijażu, byle by nie zauważył twojej słabości.
Please don't close your eyes
Don't know where to look without them
Outside cars speed by
I've never heard them until now
(Proszę, nie zamykaj oczu
Nie wiem gdzie patrzeć bez nich
Poza mknącymi samochodami
Nie słyszałam ich aż do teraz)
Śpicie w tym samym łóżku, jadacie wspólnie obiady. Wasz związek zamiast iść do przodu, pokonywać nowe przeszkody, cofa się. Jest źle, ale go kochasz, czekasz, może się zmieni? Nie oszukujmy się, jesteś naiwna i łatwowierna. Uwierzyłaś jego słowom, że będzie cię kochał aż do śmierci. I co po nich zostało? Kupka wyblakłych wspomnień. Czułaś się okłamana, okłamał cię przed Bogiem! Obiecał, że będzie kochać! Zamiast tego codziennie wylewałaś przez niego morze łez, mocząc nimi poduszkę.
I know you care
I know it is always been there
But there is trouble ahead I can feel it
You were just saving yourself when you hide it
Yeah I know you care, I see it in the way you stare
As if there was trouble ahead and you knew it
I'll be saving myself from the ruin
And I know you care
(Wiem, że Ci zależy
Wiem, że zawsze tak było
Ale czuję nadchodzące problemy
Chroniłeś siebie , kiedy je ukrywałeś
Tak, wiem że Ci zależy, widzę to w sposobie w jakim patrzysz
Jak gdybyś wiedział o nadchodzących problemach
Postaram się uchronić siebie przed zgubą
I wiem, że Ci zależy)
Ale w duszy wierzysz, że tak naprawdę mu zależy, że Bóg po prostu wystawił wasz związek na próbę. Codziennie gdy wychodzisz z domu do pracy dziennikarze zadają ci pytania na temat waszego małżeństwa. Starałaś się być dzielna i to wytrzymywać, ale gdy tylko słyszysz jego imię chce ci się płakać. Dzisiaj nie wytrzymałaś popłakałaś się.
- Wszystko się pieprzy! To chcieliście usłyszeć?!
Wykrzyczałaś im to prosto w obiektywy aparatów, byłaś zalana czarnymi łzami. Weszłaś z powrotem do domu zatrzaskując drzwi. Upadłaś na kolana i schowałaś twarz w dłoniach, gorzko płacząc. Naszła cię myśl ostateczna. Wbiegłaś po schodach do waszej sypialni, spakowałaś wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, napisałaś krótki list pożegnalny i zeszłaś na dół wszystko oglądając. Popłakałaś się jeszcze bardziej, zostawiłaś klucze od domu wraz z listem na ławie w salonie i pobiegłaś do garażu. Wsadziłaś walizki do swojego samochodu i odjechałaś. Na jakiś czas, dopóki nie znajdziesz mieszkania, zamieszkasz w małym, przytulnym hoteliku na obrzeżach Londynu.
I used to run down the stairs
To the door and I thought you were there
To shape to comfort of us
Two lovers locked out of love
Oh, but I know you care
I know it is always been there
But there is trouble ahead I can feel it
You were just saving yourself when you hide it
Yeah I know you care, I see it in the way you stare
As if there was trouble ahead and you knew it
I'll be saving myself from the ruin
(Zwykłam zbiegać po schodach
Do drzwi myśląc że tam jesteś
Do wyobrażeń naszej przyjemności
Dwóch kochanków zamkniętych z miłości
Oh, ale wiem, ze Ci zależy
Wiem, że zawsze tak było
Ale czuję nadchodzące problemy
Chroniłeś siebie , kiedy je ukrywałeś
Tak, wiem że Ci zależy, widzę to w sposobie w jakim patrzysz
Jak gdybyś wiedział o nadchodzących problemach
Postaram się uchronić siebie przed zgubą)
Niall zdenerwowany wrócił do domu, już wiedział co powiedziałaś dziennikarzom. Cisnął kurtką w ścianę i poszedł cię szukać, zaczął od salonu. W oczy od razu rzuciły mu się kartka i klucze. Zdziwiony podszedł i wziął z ławy list.
Drogi ukochany!
Przepraszam, ja już tak nie potrafię. Przecież nie mogę żyć z kimś, komu trudno jest powiedzieć w moją stronę to głupie 'kocham cię'! Dlatego się wyprowadzam. Zaczęłam się ciąć prze ból który mi sprawiasz. Chciałam coś zmienić, ale jestem chora od prób rozmowy z tobą. Codziennie modliłam się, że się zmienisz, zobaczysz jaką krzywdę mi wyrządzasz swoim zachowaniem. Czuję jakbym chodziła po linie między przyjemnością a bólem. Nie rozumiem dlaczego stałeś się taki oziębły w stosunku do mnie. Proszę, mam nadzieję, że jeśli się jeszcze kiedyś spotkamy, wszystko mi wytłumaczysz. Obiecuję, że niedługo otrzymasz papiery rozwodowe. Wierzę, że mi kiedyś wybaczysz to, że cię opuszczam.
Pobiegł do waszego pokoju na górę, sprawdzić czy to prawda, czy robisz sobie jedynie z niego nie śmieszny żart. To co zastał w pokoju, załamało go. Pootwierane szafy i szafki, zostały wyczyszczone z twoich rzeczy. Zaczął krzyczeć, przeklinać siebie i wycelował pięścią w ścianę, po czym mocno w nią uderzył. Skulił się na zimnej podłodze z bólu zewnętrznego jak i wewnętrznego. Jego serce płakało tak samo jak teraz on. Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał twój numer. Ciągle odzywała się sekretarka, zadecydował się zostawić dla ciebie wiadomość w której nie umiał powstrzymać swojego płaczu.
- Kochanie, przepraszam, wybacz! Ja nie chciałem! Kocham cię! Naprawdę cię kocham! Wróć do mnie, ja nie umiem bez ciebie żyć! Jesteś moim powietrzem, a bez powietrza nie da się żyć! Proszę, pozwól mi się chociaż wytłumaczyć...
Wcisnął czerwoną słuchawkę i rzucił telefonem w łóżko. Jego uczucia się mieszały. Poczucie winy z bólem, zażenowaniem i bezradnością, sprawiały, że rozklejał się jak małe dziecko. Chciał wszystko naprawić, ale jak? Przecież nie wie gdzie się zatrzymałaś.
I know it wasn't always wrong
But I've never known a winter so cold
No I don't want my hands in the cold
But I still hope
'Cause this is how things ought to have been
And I know the words are there
Wasn't all that it seemed
(Wiem, że nie zawsze było źle
Ale nigdy nie wiedziałam, że zimna jest taka mroźna/zimna.
Nie, nie chce by moje dłonie zmarzły
Ale nadal mam nadzieję
Ponieważ tak rzeczy powinny się potoczyć
I wiem, że słowa już są
I nie wskazywało na to)
Mięło już kilka tygodni, Niall dostał papiery rozwodowe, ale nie stawił się w sądzie. Nie chciał tego rozwodu, byłaś dla niego zbyt ważna. Skoro on nie chciał przyjść, ty postanowiłaś wybrać się do niego i poważnie porozmawiać. Wściekła przepchnęłaś się przez tłum paparazzi przed waszym, a raczej jego domem. Zadzwoniłaś dzwonkiem, jego dźwięk rozniósł się po całym domu. Otworzył. Był ubrany niechlujnie, w jakieś stare dresy, oczy przenikały czerwienią i słonymi łzami. Zrobiło ci się go żal, ale nie dałaś po sobie tego poznać. Podniósł głowę do góry. Jego oczy zaczęły błyszczeć, a kąciki ust lekko się uniosły. Zaprosił cię do środka. Zastałaś taki stan domu jaki opuściłaś - sodoma i gomora. Usiadłaś na kanapie, a on usiadł na przeciwko ciebie, na białym skórzanym fotelu.
Why can't I dream, why can't I dream?
Cause I know you care and I know you care
I know you care I know you care
I know it's always been there
(Czemu nie mogę śnić, czemu?
Ponieważ wiem że Tobie zależy i wiem, że Tobie zależy
Wiem, że Tobie zależy, Wiem, ze Tobie zależy
Wiem, że zawsze tak było)
Chwycił twoje dłonie i obie ucałował, gładził nimi swoje policzki co jakiś czas je całując. Poczułaś mokrą ciecz na swoich dłoniach, płakał, ty też byłaś bliska łez, nie umiesz patrzyć na niego w takim stanie. Obdarowywał twoje ręce czułymi pocałunkami, wiedział jak cię rozczulić, wiedział jaki był twój słaby punkt. Starałaś się nie zatapiać w przyjemności, ale szybko uległaś i zamknęłaś oczy rozkoszując się tą magiczną, a jakże niestosowną na ten moment chwilą. Delikatnie zabrałaś mu swoje dłonie i jedną z nich uniosłaś jego podbródek tak by patrzył ci w oczy. Widziałaś w nich smutek, żal, złość, samotność, poczucie winy... można tak wymieniać w nieskończoność.
- Dlaczego nie przyszedłeś?
Powiedziałaś to tak cicho, jakbyś się bała, że ktoś prócz niego to usłyszy.
- Bo ja nie chcę.
- Niall, w tym momencie zachowujesz się jak dziecko!
- Nie moja wina, że tak mocno cię kocham!
Stanął przed tobą krzycząc.
- Wiesz ile bólu mi sprawiłeś taki zachowaniem ''Bo ja nie chcę''?!
Odkrzyczałaś mu.
- Zdaję sobie z tego sprawę, naprawdę.
Uklęknął przed tobą.
- Nie Niall, gdybyś zdawał sobie z tego sprawę już dawno byś coś zmienił!
- Ale...
Przerwałaś mu kręcąc głową i dławiąc się własnymi czarnymi od tuszu łzami.
- Po prostu chodź ze mną i podpisz te...
Nie dokończyłaś, wstałaś i pobiegłaś do łazienki. Zdezorientowany pobiegł za tobą i ujrzał cię wymiotującą nad toaletą. Podszedł do ciebie i przytrzymał ci włosy delikatnie masując twój twardawy brzuch. Usiadł obok ciebie nie przerywając czynności i pocałował cię delikatnie w ramię.
- P-przepraszam...
Tylko tyle wydukałaś. Od jakiegoś czasu miewasz ostre bóle głowy i nudności, boisz się jednego.
- Nic się nie stało. Jesteś chora?
Spytał głosem pełnym troski.
- Nie, n-nie jestem.
- Więc?
- Rozważam możliwość ciąży.
Spojrzałaś na niego i momentalnie odwróciłaś wzrok, był w szoku.
- Ale jak? Przecież my...
- Miesiąc Niall, miesiąc.
- A-ale ja nie pamiętam.
- Przyszedłeś do domu pijany.
Zatkało go.
- Pierdole!
Wstał i zaczął uderzać pięściami w ścianę.
- Prawdopodobnie zrobiłem nam dziecko, a nawet tego nie pamiętam!
Wykrzyknął i chciał uderzyć jeszcze raz, ale go powstrzymałaś.
- Niall, chcesz wychować ze mną to dziecko mimo wszystko?
- Co za pytanie, oczywiście, że chcę!
- A obiecujesz, że już nigdy umyślnie mnie nie skrzywdzisz?
- Obiecuję.
- Chodź tu.
Podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, nie miał zamiaru puścić. Dopiero jak w śmiechu zaczęłaś go błagać żeby cię puścił, bo się dusisz, puścił cię. Mocno cię pocałował biorąc cię na ręce i kręcąc się w kółko.
Jakiś czas później urodziły wam się piękne bliźniaczki, Stacy i Denise. Jedyne co nie daje ci czasami spać to to, czy Nial rzeczywiście dotrzyma obietnicy?
I know you care
______________________________________________________________________
a oto takie gówno powstało z braku weny :P jednakże mam nadzieję, że się podoba :D
<napisane z wykorzystaniem tekstu piosenki Ellie Goulding - I Know You Care>
Wszystko się wali, a tak dokładnie chodzi o waszą miłość. Zaczyna blaknąć, tracić dawną świetność. Niall coraz mniej się tobą interesuje, czasami cię nawet ignoruje, powoduje kłótnie o nic. A co z pokazywaniem miłości? Seksem? Robicie to jedynie kiedy przychodzi do domu pijany i napalony, nie odmawiasz cieszysz się każdą chwilą bliskości. Od jakiegoś czasu zastanawiasz się czym zawiniłaś, dlaczego twój mąż stał się taki oziębły w stosunku do ciebie? Nic nie wymyśliłaś prócz możliwości, że przestał cię kochać. Ostatnio nawet zaczęłaś pisać piosenkę co czujesz pod czas gdy siedziałaś sama w domu i czekałaś aż się pojawi.
Clinging to me
Like a last breath you would breathe
You were like home to me
I don't recognize this street
(Uczep się mnie
Jak ostatniego oddechu, którym byś oddychał
Byłeś dla mnie jak dom
Już nie poznaję tej ulicy)
Zaczęłaś pisać pamiętnik, wyrażałaś w nim wszystkie swoje uczucia, czasami nawet specjalnie zostawiałaś go otwartego by podszedł, przeczytał, przytulił, pocałował i obiecał poprawę. Nawet nie spojrzał w stronę tego głupiego zeszytu! Kilka dni temu nie wytrzymałaś, popłakałaś się po tym co usłyszałaś z jego ust i zamknęłaś się w łazience. Gdy tylko usłyszałaś trzask zamykanych drzwi sięgnęłaś do szafki po żyletkę. Obiecałaś sobie, że nigdy tego nie zrobisz, ale ból jest zbyt silny, musisz jakoś odreagować. Zrobiłaś kilka cięć i obserwowałaś krew spływającą kropelkami po twoim nadgarstku aż na podłogę. Przestałaś gdy wrócił do domu, czyli po jakiś 3 godzinach. Szybko wytarłaś podłogę, zdezynfekowałaś rany i okryłaś je tonami makijażu, byle by nie zauważył twojej słabości.
Please don't close your eyes
Don't know where to look without them
Outside cars speed by
I've never heard them until now
(Proszę, nie zamykaj oczu
Nie wiem gdzie patrzeć bez nich
Poza mknącymi samochodami
Nie słyszałam ich aż do teraz)
Śpicie w tym samym łóżku, jadacie wspólnie obiady. Wasz związek zamiast iść do przodu, pokonywać nowe przeszkody, cofa się. Jest źle, ale go kochasz, czekasz, może się zmieni? Nie oszukujmy się, jesteś naiwna i łatwowierna. Uwierzyłaś jego słowom, że będzie cię kochał aż do śmierci. I co po nich zostało? Kupka wyblakłych wspomnień. Czułaś się okłamana, okłamał cię przed Bogiem! Obiecał, że będzie kochać! Zamiast tego codziennie wylewałaś przez niego morze łez, mocząc nimi poduszkę.
I know you care
I know it is always been there
But there is trouble ahead I can feel it
You were just saving yourself when you hide it
Yeah I know you care, I see it in the way you stare
As if there was trouble ahead and you knew it
I'll be saving myself from the ruin
And I know you care
(Wiem, że Ci zależy
Wiem, że zawsze tak było
Ale czuję nadchodzące problemy
Chroniłeś siebie , kiedy je ukrywałeś
Tak, wiem że Ci zależy, widzę to w sposobie w jakim patrzysz
Jak gdybyś wiedział o nadchodzących problemach
Postaram się uchronić siebie przed zgubą
I wiem, że Ci zależy)
Ale w duszy wierzysz, że tak naprawdę mu zależy, że Bóg po prostu wystawił wasz związek na próbę. Codziennie gdy wychodzisz z domu do pracy dziennikarze zadają ci pytania na temat waszego małżeństwa. Starałaś się być dzielna i to wytrzymywać, ale gdy tylko słyszysz jego imię chce ci się płakać. Dzisiaj nie wytrzymałaś popłakałaś się.
- Wszystko się pieprzy! To chcieliście usłyszeć?!
Wykrzyczałaś im to prosto w obiektywy aparatów, byłaś zalana czarnymi łzami. Weszłaś z powrotem do domu zatrzaskując drzwi. Upadłaś na kolana i schowałaś twarz w dłoniach, gorzko płacząc. Naszła cię myśl ostateczna. Wbiegłaś po schodach do waszej sypialni, spakowałaś wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, napisałaś krótki list pożegnalny i zeszłaś na dół wszystko oglądając. Popłakałaś się jeszcze bardziej, zostawiłaś klucze od domu wraz z listem na ławie w salonie i pobiegłaś do garażu. Wsadziłaś walizki do swojego samochodu i odjechałaś. Na jakiś czas, dopóki nie znajdziesz mieszkania, zamieszkasz w małym, przytulnym hoteliku na obrzeżach Londynu.
I used to run down the stairs
To the door and I thought you were there
To shape to comfort of us
Two lovers locked out of love
Oh, but I know you care
I know it is always been there
But there is trouble ahead I can feel it
You were just saving yourself when you hide it
Yeah I know you care, I see it in the way you stare
As if there was trouble ahead and you knew it
I'll be saving myself from the ruin
(Zwykłam zbiegać po schodach
Do drzwi myśląc że tam jesteś
Do wyobrażeń naszej przyjemności
Dwóch kochanków zamkniętych z miłości
Oh, ale wiem, ze Ci zależy
Wiem, że zawsze tak było
Ale czuję nadchodzące problemy
Chroniłeś siebie , kiedy je ukrywałeś
Tak, wiem że Ci zależy, widzę to w sposobie w jakim patrzysz
Jak gdybyś wiedział o nadchodzących problemach
Postaram się uchronić siebie przed zgubą)
Niall zdenerwowany wrócił do domu, już wiedział co powiedziałaś dziennikarzom. Cisnął kurtką w ścianę i poszedł cię szukać, zaczął od salonu. W oczy od razu rzuciły mu się kartka i klucze. Zdziwiony podszedł i wziął z ławy list.
Drogi ukochany!
Przepraszam, ja już tak nie potrafię. Przecież nie mogę żyć z kimś, komu trudno jest powiedzieć w moją stronę to głupie 'kocham cię'! Dlatego się wyprowadzam. Zaczęłam się ciąć prze ból który mi sprawiasz. Chciałam coś zmienić, ale jestem chora od prób rozmowy z tobą. Codziennie modliłam się, że się zmienisz, zobaczysz jaką krzywdę mi wyrządzasz swoim zachowaniem. Czuję jakbym chodziła po linie między przyjemnością a bólem. Nie rozumiem dlaczego stałeś się taki oziębły w stosunku do mnie. Proszę, mam nadzieję, że jeśli się jeszcze kiedyś spotkamy, wszystko mi wytłumaczysz. Obiecuję, że niedługo otrzymasz papiery rozwodowe. Wierzę, że mi kiedyś wybaczysz to, że cię opuszczam.
Kocham, na zawsze twoja,
Ellie.
Pobiegł do waszego pokoju na górę, sprawdzić czy to prawda, czy robisz sobie jedynie z niego nie śmieszny żart. To co zastał w pokoju, załamało go. Pootwierane szafy i szafki, zostały wyczyszczone z twoich rzeczy. Zaczął krzyczeć, przeklinać siebie i wycelował pięścią w ścianę, po czym mocno w nią uderzył. Skulił się na zimnej podłodze z bólu zewnętrznego jak i wewnętrznego. Jego serce płakało tak samo jak teraz on. Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał twój numer. Ciągle odzywała się sekretarka, zadecydował się zostawić dla ciebie wiadomość w której nie umiał powstrzymać swojego płaczu.
- Kochanie, przepraszam, wybacz! Ja nie chciałem! Kocham cię! Naprawdę cię kocham! Wróć do mnie, ja nie umiem bez ciebie żyć! Jesteś moim powietrzem, a bez powietrza nie da się żyć! Proszę, pozwól mi się chociaż wytłumaczyć...
Wcisnął czerwoną słuchawkę i rzucił telefonem w łóżko. Jego uczucia się mieszały. Poczucie winy z bólem, zażenowaniem i bezradnością, sprawiały, że rozklejał się jak małe dziecko. Chciał wszystko naprawić, ale jak? Przecież nie wie gdzie się zatrzymałaś.
I know it wasn't always wrong
But I've never known a winter so cold
No I don't want my hands in the cold
But I still hope
'Cause this is how things ought to have been
And I know the words are there
Wasn't all that it seemed
(Wiem, że nie zawsze było źle
Ale nigdy nie wiedziałam, że zimna jest taka mroźna/zimna.
Nie, nie chce by moje dłonie zmarzły
Ale nadal mam nadzieję
Ponieważ tak rzeczy powinny się potoczyć
I wiem, że słowa już są
I nie wskazywało na to)
Mięło już kilka tygodni, Niall dostał papiery rozwodowe, ale nie stawił się w sądzie. Nie chciał tego rozwodu, byłaś dla niego zbyt ważna. Skoro on nie chciał przyjść, ty postanowiłaś wybrać się do niego i poważnie porozmawiać. Wściekła przepchnęłaś się przez tłum paparazzi przed waszym, a raczej jego domem. Zadzwoniłaś dzwonkiem, jego dźwięk rozniósł się po całym domu. Otworzył. Był ubrany niechlujnie, w jakieś stare dresy, oczy przenikały czerwienią i słonymi łzami. Zrobiło ci się go żal, ale nie dałaś po sobie tego poznać. Podniósł głowę do góry. Jego oczy zaczęły błyszczeć, a kąciki ust lekko się uniosły. Zaprosił cię do środka. Zastałaś taki stan domu jaki opuściłaś - sodoma i gomora. Usiadłaś na kanapie, a on usiadł na przeciwko ciebie, na białym skórzanym fotelu.
Why can't I dream, why can't I dream?
Cause I know you care and I know you care
I know you care I know you care
I know it's always been there
(Czemu nie mogę śnić, czemu?
Ponieważ wiem że Tobie zależy i wiem, że Tobie zależy
Wiem, że Tobie zależy, Wiem, ze Tobie zależy
Wiem, że zawsze tak było)
Chwycił twoje dłonie i obie ucałował, gładził nimi swoje policzki co jakiś czas je całując. Poczułaś mokrą ciecz na swoich dłoniach, płakał, ty też byłaś bliska łez, nie umiesz patrzyć na niego w takim stanie. Obdarowywał twoje ręce czułymi pocałunkami, wiedział jak cię rozczulić, wiedział jaki był twój słaby punkt. Starałaś się nie zatapiać w przyjemności, ale szybko uległaś i zamknęłaś oczy rozkoszując się tą magiczną, a jakże niestosowną na ten moment chwilą. Delikatnie zabrałaś mu swoje dłonie i jedną z nich uniosłaś jego podbródek tak by patrzył ci w oczy. Widziałaś w nich smutek, żal, złość, samotność, poczucie winy... można tak wymieniać w nieskończoność.
- Dlaczego nie przyszedłeś?
Powiedziałaś to tak cicho, jakbyś się bała, że ktoś prócz niego to usłyszy.
- Bo ja nie chcę.
- Niall, w tym momencie zachowujesz się jak dziecko!
- Nie moja wina, że tak mocno cię kocham!
Stanął przed tobą krzycząc.
- Wiesz ile bólu mi sprawiłeś taki zachowaniem ''Bo ja nie chcę''?!
Odkrzyczałaś mu.
- Zdaję sobie z tego sprawę, naprawdę.
Uklęknął przed tobą.
- Nie Niall, gdybyś zdawał sobie z tego sprawę już dawno byś coś zmienił!
- Ale...
Przerwałaś mu kręcąc głową i dławiąc się własnymi czarnymi od tuszu łzami.
- Po prostu chodź ze mną i podpisz te...
Nie dokończyłaś, wstałaś i pobiegłaś do łazienki. Zdezorientowany pobiegł za tobą i ujrzał cię wymiotującą nad toaletą. Podszedł do ciebie i przytrzymał ci włosy delikatnie masując twój twardawy brzuch. Usiadł obok ciebie nie przerywając czynności i pocałował cię delikatnie w ramię.
- P-przepraszam...
Tylko tyle wydukałaś. Od jakiegoś czasu miewasz ostre bóle głowy i nudności, boisz się jednego.
- Nic się nie stało. Jesteś chora?
Spytał głosem pełnym troski.
- Nie, n-nie jestem.
- Więc?
- Rozważam możliwość ciąży.
Spojrzałaś na niego i momentalnie odwróciłaś wzrok, był w szoku.
- Ale jak? Przecież my...
- Miesiąc Niall, miesiąc.
- A-ale ja nie pamiętam.
- Przyszedłeś do domu pijany.
Zatkało go.
- Pierdole!
Wstał i zaczął uderzać pięściami w ścianę.
- Prawdopodobnie zrobiłem nam dziecko, a nawet tego nie pamiętam!
Wykrzyknął i chciał uderzyć jeszcze raz, ale go powstrzymałaś.
- Niall, chcesz wychować ze mną to dziecko mimo wszystko?
- Co za pytanie, oczywiście, że chcę!
- A obiecujesz, że już nigdy umyślnie mnie nie skrzywdzisz?
- Obiecuję.
- Chodź tu.
Podszedł do ciebie i mocno cię przytulił, nie miał zamiaru puścić. Dopiero jak w śmiechu zaczęłaś go błagać żeby cię puścił, bo się dusisz, puścił cię. Mocno cię pocałował biorąc cię na ręce i kręcąc się w kółko.
Jakiś czas później urodziły wam się piękne bliźniaczki, Stacy i Denise. Jedyne co nie daje ci czasami spać to to, czy Nial rzeczywiście dotrzyma obietnicy?
I know you care
______________________________________________________________________
a oto takie gówno powstało z braku weny :P jednakże mam nadzieję, że się podoba :D
sobota, 6 października 2012
#18 Harry +18*
* imagin typu fantasty
Imagin z dedykacją dla mojej Kinguśki O. <3
Właśnie biegniesz spóźniona do szkoły, na szczęście nauczycielce od wychowania do życia w rodzinie nigdy się nie spieszy. Prawie połamałaś sobie nogi biegnąc po schodach, ale do klasy zdążyłaś kilka sekund przed nauczycielką. Odetchnęłaś z ulgą, weszłaś do klasy i zajęłaś miejsce w przedostatniej ławce pod oknem. Baba o czymś tam pieprzyła, chyba o jakimś projekcie czy coś, mało cię to obchodziło dopóki nie podała osoby z którą masz go wykonać. Mianowicie z panem nazywającym się Harry Styles. Zrobiłaś wielkie oczy, spojrzałaś na niego w tym samym momencie co on na ciebie i odwróciłaś się w stronę tablicy robiąc buraka ze złości. Wiedziałaś, że sprzeciw w wypadku tej nauczycielki nic nie da, może tylko pogorszyć sprawę. Na potrzeby projektu, Harry przysiadł się do ciebie. Pani do was podeszła i kazała ci wylosować karteczkę z zadaniem. Macie niańczyć wspólnie jakąś lalkę. Jest to dziewczynka, ma około roczek i lubi płakać.
N <nauczycielka> - Ten projekt ma za zadanie nauczyć was konsekwencji związanych z seksem w tak młodym wieku. *krzyknęła w stronę klasy na co ty parsknęłaś śmiechem* Co tak panią bawi, panno Henderson?
Ty - Pani na prawdę myśli, że mam ochotę uprawiać seks z tym czymś? *wskazałaś na Hazzę*
N - To 'coś' ma imię! *krzyknęła nauczycielka* I co nie podoba ci się w Harrym?
Ty - Ehh, po prostu nie nadajemy się na znajomych a co dopiero na parę!
N - Nie unoś głosu! *przekręciłaś oczami* Ale wracając do rzeczy. Nie będziecie tak po prostu opiekować się tymi lalkami, macie zajmować się nimi jak prawdziwi rodzice, inaczej oblejecie.
*z twojej perspektywy*
Wymieniliśmy z Harrym spojrzenia w stylu 'chyba jej odbiło?!' i akurat zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy jako pierwsza i popędziłam do mojej szafki, wzięłam książki od matmy i zrobiłam się głodna. Oblizałam górną wargę i poszłam do toalety. Na drzwiach było napisane, że jest to teraz łazienka damsko-męska, w łazience chłopców pękła rura czy coś. Uśmiechnęłam się do siebie na ten fakt i weszłam do łazienki. Był tam tylko jeden chłopak, tym lepiej. Jak tylko weszłam podeszłam do umywalki i udawałam, że poprawiam makijaż malując usta krwisto czerwoną szminką. Spojrzałam w jego stronę, moje oczy zmieniły kolor z szaro-zielonych w miodowe. Ten trik zawsze działa, podeszłam do niego, stał jak zahipnotyzowany, chociaż w pewnym sensie był zahipnotyzowany. Położyłam dłoń na jego ramieniu, odchyliłam lekko jego głowę, po czym wpiłam się w jego szyję. Po kilku chwilach przestałam, przecież nie chcę nikogo zabijać! Uśmiechnęłam się i wytarłam usta podchodząc do lustra. Ocknął się, miał chwiejne nogi, ale za kilka godzin mu przejdzie. Wyszedł zmieszany, a ja dalej poprawiałam makijaż. Kiedy chciałam wychodzić jak oparzony do łazienki wpadł Harry zagradzając mi drogę.
H - Nigdzie nie idziesz!
Ja - No coś cie chyba...
H - Znowu to zrobiłaś!
Ja - Ale co? Nie rozumiem o co ci chodzi, Harry. *uśmiechnęłam się do niego*
H - Znowu pożywiłaś się jednym z moich przyjaciół!
Ja - Coo? Wcale nie.
H - *przyparł mnie do ściany* Jesteśmy jedynymi wampirami w tej szkole! To musiałaś być ty! *zaczął na mnie krzyczeć*
Syknęłam na niego pokazując kły i miodowe oczy, odpowiedział tym samym. Odepchnęłam go od siebie i wyszłam z łazienki.
*kolejnego dnia*
Całe szczęście, że rodzice pozwolili mi mieszkać samej, w innym razie jakby zobaczyli Harry'ego w domu zabili by go, a mnie uziemili do końca życia! Takie prawa wampirów niestety lub stety. Przyszedł, zdjął buty, usiadł na kanapie i czekał, aż przyniosę lalkę z pokoju.
Przez jakiś czas nawiązywaliśmy drętwe rozmowy, a potem włączyliśmy jakiś horror, a najlepsze było to, że o wampirach. Zamiast się bać ryliśmy się ze śmiechu, prawie wszystko w tym filmie było zmyślone! I w pewnym momencie tak zaczęłaś się śmiać, że się popłakałaś i położyłaś na jego kolanach wymachując nogami. Dalej oglądaliście film w tej pozycji, do czasu gdy lalka zaczęła płakać. Stanęłaś na równe nogi, poprawiłaś fryzurę i krótką spódniczkę <bez apaszki> i podeszłaś do fotela na którym leżała lalka. Wzięłaś ją i zaczęłaś uspokajać mówiąc do niej jak do prawdziwego dziecka. Odwróciłaś się do Hazzy.
Ty - Może mi pomożesz, a nie siedzisz?! *wysyczałaś w jego stronę*
H - Przecież dobrze sobie radzisz. Niby w czym mam ci pomagać?
Ty - Podaj mi butelkę.
Zrobił jak chciałaś, po czym 'nakarmiłaś' lalkę.
Ty - Jestem głodna, idę coś zjeść, też chcesz?
H - Zależy co proponujesz.
Ty - Harry, jesteśmy wampirami, co mogę ci proponować prócz krwi?
H - Spotykałem się z różnymi propozycjami.
Ty - Dobra, mniejsza. To chcesz czy nie?
H - Jak mógłbym odmówić?
Położyłaś lalkę na kanapie i pokazałaś Hazzie by poszedł za tobą. Weszłaś do kuchni, wyciągnęłaś z szafki dwie szklanki i nalałaś do każdej płynu życia. Za jednym razem wypiłaś wszystko, aż w twoich oczach pojawił się przebłysk miodu. Odstawiłaś szklankę i wytarłaś usta dłonią. Chłopak zrobił to samo, lecz w jego wykonaniu stało się podniecające. Wróciliście do salonu i tym razem Harry zajął się lalką i ją przewinął. Usiadł obok ciebie i czasami wymienialiście się gorącymi spojrzeniami. Oblizałaś górną wargę, pragnęłaś go, a nie mogłaś go mieć, był jak zakazany owoc, co przyciągało cię go niego jeszcze bardziej.
Skończyliście oglądać film i Harry stwierdził, że już sobie pójdzie. I mimo tak mocnego seksualnego napięcia między wami, nic nie powiedziałaś, pozwoliłaś mu wyjść do garażu. Usiadłaś na kanapie ciężko wzdychając i przymykając oczy. Z garażu rozległo się nawoływanie Hazzy, miałaś nadzieję, że chciał jednak zostać na noc, ale przecież czasami trzeba być realistą, no nie? Wstałaś i podeszłaś do otwartych drzwi i zapytałaś o co chodzi. Choć może trochę nie potrzebnie, na pierwszy rzut oka rzucało się, że zepsuł mu się samochód, przecież nie stałby nad otwartą maską bez powodu.
<włącz TO>
Zeszłaś po schodach starając poruszać się z gracją. Podeszłaś do niego, widziałaś jak podgryza wargę. Odwróciłaś się w stronę silnika i zaczęłaś go oglądać, lecz nim zdążyłaś się mu dobrze przyjrzeć poczułaś jak ktoś cię odwraca w swoją stronę. Twoja spódnica zrobiła piruet u powietrzu, pokazując nieznacznie twoją koronkową bieliznę. Harry przyciągnął cię do siebie i zatrzasnął maskę samochodu powoli cię na niej sadzając. Rzucił się na twoje usta z pocałunkami. Lekko zdziwiona odwzajemniłaś, pragnęłaś tych jego malinowych ust przez cały wieczór. Owinęłaś ręce wokół jego szyi, a on rozsunął twoje nogi by mieć cię bliżej siebie. Jego dłonie zaczęły przesuwać się od twoich kolan ku górze odsłaniając twoje nogi spod spódnicy, której już chwilę potem nie miałaś na sobie. Od jego dotyku dostałaś gęsiej skórki. Wsunął dłonie pod twoją koszulkę, ciągle cię całując. Dotarł do twoich skarbów i zaczął pieścić je przez stanik, jęknęłaś. Uśmiechnął się podczas pocałunku i na chwilę go przerwał by zdjąć z ciebie koszulkę. Zrzuciłaś ze stóp buty. Odsunął się i ściągnął swoją koszulkę odrzucając ją na bok. Zilustrował cię wzrokiem, zostałaś jedynie w swojej bieliźnie w panterkę. Pokazałaś gestem dłoni by do ciebie podszedł, uśmiechając się przy tym zadziornie. Odwzajemnił uśmiech i znów wpił się w twoje usta, zatapiając swoje dłonie w twoich karmelowych włosach. Położyłaś swoje chłodne dłonie na jego gorącym torsie i przejechałaś nimi aż do jego spodni. Przerwał pocałunek schodząc na twoją szyję. Przyśpieszyłaś oddech, który powoli stawał się strasznie płytki. Wydawałaś ciche jęki podniecenia rozpinając pasek, a później jego spodnie. Przez myśl przeszli ci rozwścieczeni rodzice, ale nie przejęłaś się tym. Odepchnęłaś go od siebie, do końca ściągnęłaś mu spodnie, a co z tym idzie, bokserki również. Kucnęłaś przed nim. Jego kolega stał już na baczność. Polizałaś całą jego długość, był na prawdę wielki. Wzięłaś go w dłoń i zaczęłaś nią poruszać przy okazji dokuczając mu językiem. Sapał, jęczał odchylając głowę do tyłu, a gdy wzięłaś go całego do buzi zaczął krzyczeć z przyjemności którą mu sprawiasz. Ssałaś, energicznie poruszałaś ręką, czekałaś jak straci nad sobą kontrolę i spuści ci się do gardła, co nie trwało długo. Wyjęłaś go z ust i oblizałaś wargi.
H - Teraz pobawimy się na moich zasadach.
Wziął cię mocno za włosy i pociągnął do góry, po czym delikatnie posadził cię na masce samochodu. Kochałaś gdy mężczyzna z którym się kochasz był brutalny, ale za razem delikatny, wiedział gdzie jest granica i przestrzegał zasad. Właśnie to miał Harry. Rozpiął twój stanik, zdjął majtki i odrzucił resztę twojego ubioru w głąb garażu. Wepchnął ci swój język do gardła przy czym bawił się twoimi sutkami. Ściskał je, szarpał, masował, szczypał, a potem zaczął je lizać i przygryzać. Podpierałaś się rękoma odchylając głowę do tyłu i wydając z siebie niezidentyfikowane wrzaski, krzyki i jęki. Było ci tak dobrze, że zaczęłaś krzyczeć jego imię.
H - O tak, krzycz to, krzycz moje imię!
Po kilku minutach, przestał i wziął się do pieszczenia twojej myszki, pierw palcami, a później językiem, czasami ssał i lekko przygryzał. Nigdy nie czułaś takiej ekstazy! Doprowadzał cię do obłędu! Wciąż liżąc twój rdzeń, wsadził w ciebie swoje dwa palce, podkręcając je do punktu g. Wygięłaś się, nadal krzycząc jego imię. Tego uczucia nie da się opisać słowami. W pewnym momencie przestał, dał ci chwilę by złapać oddech i gwałtownie w ciebie wszedł. Dokuczał ci, poruszał się wcale nie ta szybko jakbyś chciała.
Ty - Szybciej Harry! Szybciej!
Chytrze się uśmiechnął i jeszcze zwolnił.
Ty - Harry, proszę! Pragnę cię! Pragnę cię tak strasznie mocno! *powiedziałaś płaczliwym głosem*
Tym razem cię wysłuchał i zaczął się poruszać z wampirzą prędkością. Odczuwałaś ból, oczy zaczęły ci łzawić, ale to zignorowałaś, kochałaś ten ból, taki przyjemny ból.
Ty - Harry, Harry! Oh, tak Harry, Pieprz mnie, pieprz ile masz tylko siły! Jak mocno i jak szybko tylko potrafisz!
Spełnił twoje życzenie, wydając dźwięki rozkoszy, ale i tak nie potrafił przebić ciebie i twoich krzyków, wrzasków oraz jęków. Darłaś się na cały dom, dając do zrozumienia jak jest ci dobrze. Wasze oczy zaczęły przybierać kolor miodowy. Oboje zaczęliście dochodzić, krzycząc nawzajem swoje imiona, było wam tak dobrze.
Ty - Zaraz... dojdę... *mówiłaś między oddechami*
H - Czekaj, jeszcze kilka pchnięć!
I jak powiedział tak się stało, uderzył w ciebie potężnie jeszcze kilka razy i oboje doszliście, mocno sapiąc. Harry wziął się na ręce i zaniósł na kanapę do pokoju.
H - Jednak nauczycielka miała rację, że dała nas do jednej pary. *oboje się zaśmialiście*
------------------------------------------------------------------------------
Specjalnie dla mojej Kingi O. <3
Imagin z dedykacją dla mojej Kinguśki O. <3
Właśnie biegniesz spóźniona do szkoły, na szczęście nauczycielce od wychowania do życia w rodzinie nigdy się nie spieszy. Prawie połamałaś sobie nogi biegnąc po schodach, ale do klasy zdążyłaś kilka sekund przed nauczycielką. Odetchnęłaś z ulgą, weszłaś do klasy i zajęłaś miejsce w przedostatniej ławce pod oknem. Baba o czymś tam pieprzyła, chyba o jakimś projekcie czy coś, mało cię to obchodziło dopóki nie podała osoby z którą masz go wykonać. Mianowicie z panem nazywającym się Harry Styles. Zrobiłaś wielkie oczy, spojrzałaś na niego w tym samym momencie co on na ciebie i odwróciłaś się w stronę tablicy robiąc buraka ze złości. Wiedziałaś, że sprzeciw w wypadku tej nauczycielki nic nie da, może tylko pogorszyć sprawę. Na potrzeby projektu, Harry przysiadł się do ciebie. Pani do was podeszła i kazała ci wylosować karteczkę z zadaniem. Macie niańczyć wspólnie jakąś lalkę. Jest to dziewczynka, ma około roczek i lubi płakać.
N <nauczycielka> - Ten projekt ma za zadanie nauczyć was konsekwencji związanych z seksem w tak młodym wieku. *krzyknęła w stronę klasy na co ty parsknęłaś śmiechem* Co tak panią bawi, panno Henderson?
Ty - Pani na prawdę myśli, że mam ochotę uprawiać seks z tym czymś? *wskazałaś na Hazzę*
N - To 'coś' ma imię! *krzyknęła nauczycielka* I co nie podoba ci się w Harrym?
Ty - Ehh, po prostu nie nadajemy się na znajomych a co dopiero na parę!
N - Nie unoś głosu! *przekręciłaś oczami* Ale wracając do rzeczy. Nie będziecie tak po prostu opiekować się tymi lalkami, macie zajmować się nimi jak prawdziwi rodzice, inaczej oblejecie.
*z twojej perspektywy*
Wymieniliśmy z Harrym spojrzenia w stylu 'chyba jej odbiło?!' i akurat zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy jako pierwsza i popędziłam do mojej szafki, wzięłam książki od matmy i zrobiłam się głodna. Oblizałam górną wargę i poszłam do toalety. Na drzwiach było napisane, że jest to teraz łazienka damsko-męska, w łazience chłopców pękła rura czy coś. Uśmiechnęłam się do siebie na ten fakt i weszłam do łazienki. Był tam tylko jeden chłopak, tym lepiej. Jak tylko weszłam podeszłam do umywalki i udawałam, że poprawiam makijaż malując usta krwisto czerwoną szminką. Spojrzałam w jego stronę, moje oczy zmieniły kolor z szaro-zielonych w miodowe. Ten trik zawsze działa, podeszłam do niego, stał jak zahipnotyzowany, chociaż w pewnym sensie był zahipnotyzowany. Położyłam dłoń na jego ramieniu, odchyliłam lekko jego głowę, po czym wpiłam się w jego szyję. Po kilku chwilach przestałam, przecież nie chcę nikogo zabijać! Uśmiechnęłam się i wytarłam usta podchodząc do lustra. Ocknął się, miał chwiejne nogi, ale za kilka godzin mu przejdzie. Wyszedł zmieszany, a ja dalej poprawiałam makijaż. Kiedy chciałam wychodzić jak oparzony do łazienki wpadł Harry zagradzając mi drogę.
H - Nigdzie nie idziesz!
Ja - No coś cie chyba...
H - Znowu to zrobiłaś!
Ja - Ale co? Nie rozumiem o co ci chodzi, Harry. *uśmiechnęłam się do niego*
H - Znowu pożywiłaś się jednym z moich przyjaciół!
Ja - Coo? Wcale nie.
H - *przyparł mnie do ściany* Jesteśmy jedynymi wampirami w tej szkole! To musiałaś być ty! *zaczął na mnie krzyczeć*
Syknęłam na niego pokazując kły i miodowe oczy, odpowiedział tym samym. Odepchnęłam go od siebie i wyszłam z łazienki.
*kolejnego dnia*
Całe szczęście, że rodzice pozwolili mi mieszkać samej, w innym razie jakby zobaczyli Harry'ego w domu zabili by go, a mnie uziemili do końca życia! Takie prawa wampirów niestety lub stety. Przyszedł, zdjął buty, usiadł na kanapie i czekał, aż przyniosę lalkę z pokoju.
Przez jakiś czas nawiązywaliśmy drętwe rozmowy, a potem włączyliśmy jakiś horror, a najlepsze było to, że o wampirach. Zamiast się bać ryliśmy się ze śmiechu, prawie wszystko w tym filmie było zmyślone! I w pewnym momencie tak zaczęłaś się śmiać, że się popłakałaś i położyłaś na jego kolanach wymachując nogami. Dalej oglądaliście film w tej pozycji, do czasu gdy lalka zaczęła płakać. Stanęłaś na równe nogi, poprawiłaś fryzurę i krótką spódniczkę <bez apaszki> i podeszłaś do fotela na którym leżała lalka. Wzięłaś ją i zaczęłaś uspokajać mówiąc do niej jak do prawdziwego dziecka. Odwróciłaś się do Hazzy.
Ty - Może mi pomożesz, a nie siedzisz?! *wysyczałaś w jego stronę*
H - Przecież dobrze sobie radzisz. Niby w czym mam ci pomagać?
Ty - Podaj mi butelkę.
Zrobił jak chciałaś, po czym 'nakarmiłaś' lalkę.
Ty - Jestem głodna, idę coś zjeść, też chcesz?
H - Zależy co proponujesz.
Ty - Harry, jesteśmy wampirami, co mogę ci proponować prócz krwi?
H - Spotykałem się z różnymi propozycjami.
Ty - Dobra, mniejsza. To chcesz czy nie?
H - Jak mógłbym odmówić?
Położyłaś lalkę na kanapie i pokazałaś Hazzie by poszedł za tobą. Weszłaś do kuchni, wyciągnęłaś z szafki dwie szklanki i nalałaś do każdej płynu życia. Za jednym razem wypiłaś wszystko, aż w twoich oczach pojawił się przebłysk miodu. Odstawiłaś szklankę i wytarłaś usta dłonią. Chłopak zrobił to samo, lecz w jego wykonaniu stało się podniecające. Wróciliście do salonu i tym razem Harry zajął się lalką i ją przewinął. Usiadł obok ciebie i czasami wymienialiście się gorącymi spojrzeniami. Oblizałaś górną wargę, pragnęłaś go, a nie mogłaś go mieć, był jak zakazany owoc, co przyciągało cię go niego jeszcze bardziej.
Skończyliście oglądać film i Harry stwierdził, że już sobie pójdzie. I mimo tak mocnego seksualnego napięcia między wami, nic nie powiedziałaś, pozwoliłaś mu wyjść do garażu. Usiadłaś na kanapie ciężko wzdychając i przymykając oczy. Z garażu rozległo się nawoływanie Hazzy, miałaś nadzieję, że chciał jednak zostać na noc, ale przecież czasami trzeba być realistą, no nie? Wstałaś i podeszłaś do otwartych drzwi i zapytałaś o co chodzi. Choć może trochę nie potrzebnie, na pierwszy rzut oka rzucało się, że zepsuł mu się samochód, przecież nie stałby nad otwartą maską bez powodu.
<włącz TO>
Zeszłaś po schodach starając poruszać się z gracją. Podeszłaś do niego, widziałaś jak podgryza wargę. Odwróciłaś się w stronę silnika i zaczęłaś go oglądać, lecz nim zdążyłaś się mu dobrze przyjrzeć poczułaś jak ktoś cię odwraca w swoją stronę. Twoja spódnica zrobiła piruet u powietrzu, pokazując nieznacznie twoją koronkową bieliznę. Harry przyciągnął cię do siebie i zatrzasnął maskę samochodu powoli cię na niej sadzając. Rzucił się na twoje usta z pocałunkami. Lekko zdziwiona odwzajemniłaś, pragnęłaś tych jego malinowych ust przez cały wieczór. Owinęłaś ręce wokół jego szyi, a on rozsunął twoje nogi by mieć cię bliżej siebie. Jego dłonie zaczęły przesuwać się od twoich kolan ku górze odsłaniając twoje nogi spod spódnicy, której już chwilę potem nie miałaś na sobie. Od jego dotyku dostałaś gęsiej skórki. Wsunął dłonie pod twoją koszulkę, ciągle cię całując. Dotarł do twoich skarbów i zaczął pieścić je przez stanik, jęknęłaś. Uśmiechnął się podczas pocałunku i na chwilę go przerwał by zdjąć z ciebie koszulkę. Zrzuciłaś ze stóp buty. Odsunął się i ściągnął swoją koszulkę odrzucając ją na bok. Zilustrował cię wzrokiem, zostałaś jedynie w swojej bieliźnie w panterkę. Pokazałaś gestem dłoni by do ciebie podszedł, uśmiechając się przy tym zadziornie. Odwzajemnił uśmiech i znów wpił się w twoje usta, zatapiając swoje dłonie w twoich karmelowych włosach. Położyłaś swoje chłodne dłonie na jego gorącym torsie i przejechałaś nimi aż do jego spodni. Przerwał pocałunek schodząc na twoją szyję. Przyśpieszyłaś oddech, który powoli stawał się strasznie płytki. Wydawałaś ciche jęki podniecenia rozpinając pasek, a później jego spodnie. Przez myśl przeszli ci rozwścieczeni rodzice, ale nie przejęłaś się tym. Odepchnęłaś go od siebie, do końca ściągnęłaś mu spodnie, a co z tym idzie, bokserki również. Kucnęłaś przed nim. Jego kolega stał już na baczność. Polizałaś całą jego długość, był na prawdę wielki. Wzięłaś go w dłoń i zaczęłaś nią poruszać przy okazji dokuczając mu językiem. Sapał, jęczał odchylając głowę do tyłu, a gdy wzięłaś go całego do buzi zaczął krzyczeć z przyjemności którą mu sprawiasz. Ssałaś, energicznie poruszałaś ręką, czekałaś jak straci nad sobą kontrolę i spuści ci się do gardła, co nie trwało długo. Wyjęłaś go z ust i oblizałaś wargi.
H - Teraz pobawimy się na moich zasadach.
Wziął cię mocno za włosy i pociągnął do góry, po czym delikatnie posadził cię na masce samochodu. Kochałaś gdy mężczyzna z którym się kochasz był brutalny, ale za razem delikatny, wiedział gdzie jest granica i przestrzegał zasad. Właśnie to miał Harry. Rozpiął twój stanik, zdjął majtki i odrzucił resztę twojego ubioru w głąb garażu. Wepchnął ci swój język do gardła przy czym bawił się twoimi sutkami. Ściskał je, szarpał, masował, szczypał, a potem zaczął je lizać i przygryzać. Podpierałaś się rękoma odchylając głowę do tyłu i wydając z siebie niezidentyfikowane wrzaski, krzyki i jęki. Było ci tak dobrze, że zaczęłaś krzyczeć jego imię.
H - O tak, krzycz to, krzycz moje imię!
Po kilku minutach, przestał i wziął się do pieszczenia twojej myszki, pierw palcami, a później językiem, czasami ssał i lekko przygryzał. Nigdy nie czułaś takiej ekstazy! Doprowadzał cię do obłędu! Wciąż liżąc twój rdzeń, wsadził w ciebie swoje dwa palce, podkręcając je do punktu g. Wygięłaś się, nadal krzycząc jego imię. Tego uczucia nie da się opisać słowami. W pewnym momencie przestał, dał ci chwilę by złapać oddech i gwałtownie w ciebie wszedł. Dokuczał ci, poruszał się wcale nie ta szybko jakbyś chciała.
Ty - Szybciej Harry! Szybciej!
Chytrze się uśmiechnął i jeszcze zwolnił.
Ty - Harry, proszę! Pragnę cię! Pragnę cię tak strasznie mocno! *powiedziałaś płaczliwym głosem*
Tym razem cię wysłuchał i zaczął się poruszać z wampirzą prędkością. Odczuwałaś ból, oczy zaczęły ci łzawić, ale to zignorowałaś, kochałaś ten ból, taki przyjemny ból.
Ty - Harry, Harry! Oh, tak Harry, Pieprz mnie, pieprz ile masz tylko siły! Jak mocno i jak szybko tylko potrafisz!
Spełnił twoje życzenie, wydając dźwięki rozkoszy, ale i tak nie potrafił przebić ciebie i twoich krzyków, wrzasków oraz jęków. Darłaś się na cały dom, dając do zrozumienia jak jest ci dobrze. Wasze oczy zaczęły przybierać kolor miodowy. Oboje zaczęliście dochodzić, krzycząc nawzajem swoje imiona, było wam tak dobrze.
Ty - Zaraz... dojdę... *mówiłaś między oddechami*
H - Czekaj, jeszcze kilka pchnięć!
I jak powiedział tak się stało, uderzył w ciebie potężnie jeszcze kilka razy i oboje doszliście, mocno sapiąc. Harry wziął się na ręce i zaniósł na kanapę do pokoju.
H - Jednak nauczycielka miała rację, że dała nas do jednej pary. *oboje się zaśmialiście*
------------------------------------------------------------------------------
Specjalnie dla mojej Kingi O. <3
piątek, 5 października 2012
Imagin Kingi Cz. 3 :)
Harry <3
Ty wraz z rodzicami i młodszą siostrą wybraliście się na wakacje na Kubę.
Nie możesz się doczekać. Jesteś bardzo kontaktową dziewczyną.. Kochasz swoich przyjaciół jednak nie masz ich dużo. Właśnie skończyłaś pakowanie. Rozejrzałaś się jeszcze po swoim pokoju, chwyciłaś swoją torebkę oraz walizkę i wyszłaś. Tata chwycił twoją torbę i schwał ją do bagażnika.. Wasz samolot wylatuje o godzinie 18,30 Na miejscu macie być około 5 nad ranem. W samolocie strasznie ci się nudziło, więc z torebki wyjęłaś słuchawki i zaczęłaś słuchać One Direction „One Thing „. Najbardziej ze wszystkich chłopaków lubiłaś Harrego. Strasznie zachciało Ci się spać więc wyłączyłaś swoje mp4 i postanowiłaś się zdrzemnąć Resztę lotu przespałaś. Gdy wylądowaliście, na lotnisku czekał na was samochód, który zawiózł was na miejsce. Gdy dojechaliście od razu poszłaś z rodzicami na recepcje, zameldowaliście się i dostaliście kartę do pokoju. Gdy wjechaliście na swoje piętro od razu otworzyłaś drzwi do pokoju. Okazało się, że to pomieszczenie miało 2 pokoje + salon połączony z małą kuchnią oraz 1 dużą łazienkę. Musiałaś dzielić pokój ze swoją siostrą. Wszyscy byliscie bardzo zmęczeni więc postanowili pójść spać. Obudziałś się około godziny 12.00. Od razu się rozpakowałaś. . Wszyscy byliscie bardzo zmęczeni więc postanowili pójść spać. Obudziłaś się około godziny 12.00.Postanowiłaś iść wziąć prysznic Po drodze chwyciłaś swoje ubrania i kostium, ponieważ postanowiłaś iść na basen oraz trochę się poopalać . Po drodze zauważyłaś, że reszta już nie śpi, więc przywitałaś się z nimi i postanowiłaś coś zjeść. Następnie wzięłaś prysznici, przebrałaś się w miętowy kostium, na górę założyłaś białą bluzkę z krótkim rękawem z kieszonką po prawej stronie, a na dół różowe szorty oraz japonki. Włosy związałaś w niedbałego koka i wyszłaś . Wchodząc do pokoju chwyciłaś torbę plażową a do niej włożyłaś okulary przeciwsłoneczne, telefon, słuchawki oraz krem z filtrem. Wychodząc oznajmiłaś rodzinie, ze idziesz na basen. Wychodząc wyjęłaś słuchawki i puściłaś piosenkę 1D „Stole my heart” Tak wsłuchałaś się w słowa piosenki, że wpadłaś na pewnego chłopaka z burzą loków.
T: Przepraszam bardzo
H: Nic się nie stało, jestem Harry
T: Bardzo mi miło <T.I> jestem.
H: Czego tak słuchałaś, że tak się zamyśliłaś i wpadłaś na mnie hehe.
T: *dałaś chłopakowi słuchawkę*
H: Haha czyli nasza fanka.
T: To ty Haryy? Harry Styles?
H: Tak tylko proszę cię nie wrzeszcz, przyjechałem tu z chłopakami odpocząć
T: Spoko nawet nie zamierzałam.
H:. Jesteś tu sama?
T: Nie, nie jestem z młodsza siostrą i rodzicami.
H: Pewnie dopiero tu przyjechałaś?
T: Tak jakieś 8 godzin temu.…
H: Aha to może podasz mi swój nr teli wyskoczmy dziś wieczorem na kolację ?
T: Jasne. Trzymaj to mój r.
H: To przed hotelem o 19.00?
T: ok.
H: Pewnie idziesz teraz na basen ?
T: Tak, jak chcesz możesz się przyłączyć
H: Z wielką chęcią.
Na basenie świetnie się bawiliście. Gadało wam się bardzo dobrze. Zanim się obejrzałaś była godzina 16.00 . więc musiałaś już iść.
Pożegnałaś się z Harrym i poszłaś się szykować. Wchodząc do pokoju zauważyłaś, że nikogo nie było. Na komodzie zauważyłaś kartkę na której napisane było „ Córeczko wyszliśmy zwiedzić okolicę, nie martw się bo wrócimy późno, nie czekaj na nas. A i twoja siostra idzie z nami.” Ty tylko się uśmiechnęłaś i poszłąś do swojego pokoju po ubrania, jednak nie wiedziałąś w co się ubrać. Postanowiłaś, że założysz białą, dłuższą bokserkę, miętowe rurki oraz czarne baleriny. Wzięłaś pryszni i przebrałaś się w wybrane ciuchu. Włosy rozpuściłaś i jak zwykle postawiłąś na naturalność. Wychodząc chwyciłaś czarny sweterek i torebkę do której włożyłaś telefon, portfel oraz kilka innych rzeczy. Wychodząc zamknęłaś „dom”. Harry na ciebie już czekał. Po drodze rozmawialiście. Harry zabrał Cię do przepięknej restauracji, Zamówiliście jedzenie. Po zjedzeniu chłopak zabrał cię na plażę. Stanęliście nad brzegiem, przodem do siebie i patrzeliście się sobie głęboko w oczy. W pewnym momencie Harry musną twoje usta.
H: Przepraszam, to było silniejsze ode mnie
T: Nic się nie stało
H: Wiem, ze znamy się tylko kilkanaście godzin jednak, zakochałem się w tobie i mam pytanie. Zostaniesz moją dziewczyną?
T: Tak.
H: Kocham Cię
T: Ja cb też
Po wyjeździe i tak się spotykaliście. Rok później gdy skończyłaś 18 lat przeprowadziłaś się do Harrego do Londynu. Twoi rodzice nie mieli nic przeciwko, ponieważ widzieli jak bardzo się kochacie . Po 2 latach chłopak ci się oświadczył, przyjęłaś oświadczyny, a za 6 miesiecy na świat ma przyjść mały Styles.
Ty wraz z rodzicami i młodszą siostrą wybraliście się na wakacje na Kubę.
Nie możesz się doczekać. Jesteś bardzo kontaktową dziewczyną.. Kochasz swoich przyjaciół jednak nie masz ich dużo. Właśnie skończyłaś pakowanie. Rozejrzałaś się jeszcze po swoim pokoju, chwyciłaś swoją torebkę oraz walizkę i wyszłaś. Tata chwycił twoją torbę i schwał ją do bagażnika.. Wasz samolot wylatuje o godzinie 18,30 Na miejscu macie być około 5 nad ranem. W samolocie strasznie ci się nudziło, więc z torebki wyjęłaś słuchawki i zaczęłaś słuchać One Direction „One Thing „. Najbardziej ze wszystkich chłopaków lubiłaś Harrego. Strasznie zachciało Ci się spać więc wyłączyłaś swoje mp4 i postanowiłaś się zdrzemnąć Resztę lotu przespałaś. Gdy wylądowaliście, na lotnisku czekał na was samochód, który zawiózł was na miejsce. Gdy dojechaliście od razu poszłaś z rodzicami na recepcje, zameldowaliście się i dostaliście kartę do pokoju. Gdy wjechaliście na swoje piętro od razu otworzyłaś drzwi do pokoju. Okazało się, że to pomieszczenie miało 2 pokoje + salon połączony z małą kuchnią oraz 1 dużą łazienkę. Musiałaś dzielić pokój ze swoją siostrą. Wszyscy byliscie bardzo zmęczeni więc postanowili pójść spać. Obudziałś się około godziny 12.00. Od razu się rozpakowałaś. . Wszyscy byliscie bardzo zmęczeni więc postanowili pójść spać. Obudziłaś się około godziny 12.00.Postanowiłaś iść wziąć prysznic Po drodze chwyciłaś swoje ubrania i kostium, ponieważ postanowiłaś iść na basen oraz trochę się poopalać . Po drodze zauważyłaś, że reszta już nie śpi, więc przywitałaś się z nimi i postanowiłaś coś zjeść. Następnie wzięłaś prysznici, przebrałaś się w miętowy kostium, na górę założyłaś białą bluzkę z krótkim rękawem z kieszonką po prawej stronie, a na dół różowe szorty oraz japonki. Włosy związałaś w niedbałego koka i wyszłaś . Wchodząc do pokoju chwyciłaś torbę plażową a do niej włożyłaś okulary przeciwsłoneczne, telefon, słuchawki oraz krem z filtrem. Wychodząc oznajmiłaś rodzinie, ze idziesz na basen. Wychodząc wyjęłaś słuchawki i puściłaś piosenkę 1D „Stole my heart” Tak wsłuchałaś się w słowa piosenki, że wpadłaś na pewnego chłopaka z burzą loków.
T: Przepraszam bardzo
H: Nic się nie stało, jestem Harry
T: Bardzo mi miło <T.I> jestem.
H: Czego tak słuchałaś, że tak się zamyśliłaś i wpadłaś na mnie hehe.
T: *dałaś chłopakowi słuchawkę*
H: Haha czyli nasza fanka.
T: To ty Haryy? Harry Styles?
H: Tak tylko proszę cię nie wrzeszcz, przyjechałem tu z chłopakami odpocząć
T: Spoko nawet nie zamierzałam.
H:. Jesteś tu sama?
T: Nie, nie jestem z młodsza siostrą i rodzicami.
H: Pewnie dopiero tu przyjechałaś?
T: Tak jakieś 8 godzin temu.…
H: Aha to może podasz mi swój nr teli wyskoczmy dziś wieczorem na kolację ?
T: Jasne. Trzymaj to mój r.
H: To przed hotelem o 19.00?
T: ok.
H: Pewnie idziesz teraz na basen ?
T: Tak, jak chcesz możesz się przyłączyć
H: Z wielką chęcią.
Na basenie świetnie się bawiliście. Gadało wam się bardzo dobrze. Zanim się obejrzałaś była godzina 16.00 . więc musiałaś już iść.
Pożegnałaś się z Harrym i poszłaś się szykować. Wchodząc do pokoju zauważyłaś, że nikogo nie było. Na komodzie zauważyłaś kartkę na której napisane było „ Córeczko wyszliśmy zwiedzić okolicę, nie martw się bo wrócimy późno, nie czekaj na nas. A i twoja siostra idzie z nami.” Ty tylko się uśmiechnęłaś i poszłąś do swojego pokoju po ubrania, jednak nie wiedziałąś w co się ubrać. Postanowiłaś, że założysz białą, dłuższą bokserkę, miętowe rurki oraz czarne baleriny. Wzięłaś pryszni i przebrałaś się w wybrane ciuchu. Włosy rozpuściłaś i jak zwykle postawiłąś na naturalność. Wychodząc chwyciłaś czarny sweterek i torebkę do której włożyłaś telefon, portfel oraz kilka innych rzeczy. Wychodząc zamknęłaś „dom”. Harry na ciebie już czekał. Po drodze rozmawialiście. Harry zabrał Cię do przepięknej restauracji, Zamówiliście jedzenie. Po zjedzeniu chłopak zabrał cię na plażę. Stanęliście nad brzegiem, przodem do siebie i patrzeliście się sobie głęboko w oczy. W pewnym momencie Harry musną twoje usta.
H: Przepraszam, to było silniejsze ode mnie
T: Nic się nie stało
H: Wiem, ze znamy się tylko kilkanaście godzin jednak, zakochałem się w tobie i mam pytanie. Zostaniesz moją dziewczyną?
T: Tak.
H: Kocham Cię
T: Ja cb też
Po wyjeździe i tak się spotykaliście. Rok później gdy skończyłaś 18 lat przeprowadziłaś się do Harrego do Londynu. Twoi rodzice nie mieli nic przeciwko, ponieważ widzieli jak bardzo się kochacie . Po 2 latach chłopak ci się oświadczył, przyjęłaś oświadczyny, a za 6 miesiecy na świat ma przyjść mały Styles.
sobota, 29 września 2012
#17 Louis :) *
*imagin przetłumaczony przeze mnie!
Dzwonek zadzwonił w domu Hayden o 3:00 w nocy. "Ughh!" Zezłoszczona zeszła na dół w piżamie i za drzwiami zobaczyła pijanego Louis'a.
"Witaj kochanie!" Uśmiechnął się zalotnie i próbował utrzymać balans, wypił więcej niż 5 piw.
"Louis? Kochanie, co ty tu robisz?!" Skrzyżowała ręce na piersi czekając na odpowiedź.
"Przy-przyszedłem cię zobaczyć..." Stracił równowagę i wpadł jej prosto w ramiona, na co ona przekręciła oczami.
"Loui, jesteś pijany... znowu." Pomogła podejść mu do kanapy i go tam posadziła.
"I napalony." Zaśmiał się i posadził ją na swoich kolanach.
Ciężko westchnęła i wstała z jego kolan. "Wydaje mi się, że powinieneś wyjść."
"Ale chce być z tobą!" Owinął swoje ramiona wokoło jej talii.
Odsunęła się od niego. "Po prostu wyjdź zanim cię wyrzucę!" Wykrzyczała.
"Myślałem, że mówimy sobie swoje sekrety!" Powiedział z małym uśmieszkiem na twarzy.
"Sekrety? Louis, o czym ty pieprzysz?!" Hayden powiedziała unosząc brew.
"Wydaje mi się, że nie chcesz wiedzieć co działo się między mną a Joey na twoim przyjęciu urodzinowym." Powiedział nie zdając sobie sprawy z tego co może zrobić Hayden.
"J-Joey?! Moją przyjaciółką?!" Krzyknęłaś ze zdziwieniem na twarzy.
"Taak, jest naprawdę dobra w łóżku..." Spojrzał na nią i przygryzł swoją dolną wargę.
Spojrzałaś na niego wrogim spojrzeniem. "Spałeś z moją najlepszą przyjaciółką?!" Wykrzyczała.
Wzruszył ramionami. "Przepraszam... choć nie do końca, podobało mi się to co robiliśmy."
Poczuła jak po jej policzkach spływają ciepłe, bolesne łzy. "Nienawidzę cię!"
Powoli wstał. "A ja cię kocham." Delikatnie się do ciebie uśmiechnął.
"Ugh!" Popchnęła go na drzwi tak mocno jak tylko potrafiła.
"Jesteś taka gorąca jak się wściekasz." Oblizał usta ignorując ból pleców.
Otworzyła drzwi pozwalając mu upaść na twardą kostkę przed domem i szybko zatrzasnęła drzwi zostawiając go na zewnątrz.
..........
*Perspektywa Louis'a*
Obudziłem się z nieznośnym bólem głowy, przetarłem oczy zauważyłem Liam'a i Niall'a siedzących przy mnie.
"Wreszcie się obudziłeś." Liam westchnął.
"Co się stało?" Zapytałem przykładając dłoń do czoła z bólu.
"Znaleźliśmy cię u Hayden na podjeździe, zgadujemy, że byłeś pijany." Powiedział Niall łącząc usta.
"O nie, co się między nami stało?" Zapytałem zmartwiony.
Oboje westchnęli i wyszli z pokoju. Wyjąłem mój telefon, nie było żadnej wiadomości od Hayden. Zawsze, każdego ranka dostaję wiadomości od Hayden, one zaczynają mój dzień. Zdecydowałem się zadzwonić, żadnej odpowiedzi.
Ciężko westchnąłem i położyłem głowę z powrotem na poduszce.
"Cześć.." Usłyszałem głos wchodzącej Joey, dlaczego ona tu jest?
"Hej? Co ty tu robisz?" Zapytałem zmieszany.
Powoli podeszła i usiadła na moim łóżku. "Słyszałam co stało się między tobą a Hayden..."
"Huh?"
"I teraz jesteś singlem... więc... dlaczego nie dać by 'nam' szansy?" Wzięła moją dłoń, szybko ją zabrałem.
"Joey, jesteś jej najlepszą przyjaciółką. Nigdy nie zrobił bym t- czekaj, co masz na myśli mówiąc, że jestem singlem?" Zapytałem poważnie.
Zaśmiała się. "Oh Louis, jesteś taki słodki jak grasz głupka!" Pstryknęła mnie w nos.
"Poważnie, co stało się między mną i Hayden?!" I spojrzałem na nią.
"Więc dlaczego się jej nie spytasz?" Odpowiedziała.
"I to jest to co mam zamiar właśnie zrobić." Zszedłem z łóżka i wyszedłem z pokoju zostawiając tam Joey.
..........
Zapukałem w drzwi Hayden głośno i czekałem aż otworzy. Otworzyła, zmierzyła mnie spojrzeniem i chciała zamknąć drzwi, ale przytrzymałem je stopą.
"Hayden, wpuść mnie!" Wykrzyczałem.
Zignorowała mnie i ciągle blokowała drzwi.
"Muszę widzieć co się stało wczorajszej nocy!" Dodałem.
Przestała i otworzyła drzwi na całą szerokość. "Oh, czyli nie pamiętasz jak zdradziłeś mi wczoraj swój mały sekret?!" Zapytała zimnym tonem,
"Nie, nie pamiętam!" Powiedziałem ze zmęczeniem na twarzy.
"Więc idź spytaj swoją szmatę Joey!" Nakrzyczała na mnie, czekajcie, co??
"T-to ci powiedziałem?" Cicho zapytałem.
Wolno pokiwała głową. Widziałem jak zabiera jej się na płacz.
"Hay, kochanie, naprawdę przepraszam." Próbowałem się wytłumaczyć.
"Louis! Kochałam cię! I co dostałam w zamian?!" Powiedziała głośno.
"Kocham cię Hayden! Naprawdę cię kocham!"
Przekręciła oczami. "I co." pociągnęła nosem,
Podszedłem do niej i delikatnie zacząłem wycierać łzy z jej policzka moim rękawem. Odepchnęła moją dłoń.
"Żegnaj Louis." Zatrzasnęła drzwi.
Uderzyłem pięścią w ścianę ze złości, po prostu straciłem miłość mojego życia. Odszedłem ze złamanym sercem. Nie mam pojęcia jak ułożę sobie życie bez niej.
-----------------------------------------------------------------------
Zaczęłam wczoraj, skończyłam dzisiaj, przetłumaczyłam, udało się! :D Ten imagin oryginalnie był o Hiley=Harry+Miley <3 , znalazłam go na yt. Mam fioła na punkcie Hiley, najlepsza ship'owana para na świecie xD Jeśli chcecie to tylko zmieńcie imiona głównych postaci :P
Dzwonek zadzwonił w domu Hayden o 3:00 w nocy. "Ughh!" Zezłoszczona zeszła na dół w piżamie i za drzwiami zobaczyła pijanego Louis'a.
"Witaj kochanie!" Uśmiechnął się zalotnie i próbował utrzymać balans, wypił więcej niż 5 piw.
"Louis? Kochanie, co ty tu robisz?!" Skrzyżowała ręce na piersi czekając na odpowiedź.
"Przy-przyszedłem cię zobaczyć..." Stracił równowagę i wpadł jej prosto w ramiona, na co ona przekręciła oczami.
"Loui, jesteś pijany... znowu." Pomogła podejść mu do kanapy i go tam posadziła.
"I napalony." Zaśmiał się i posadził ją na swoich kolanach.
Ciężko westchnęła i wstała z jego kolan. "Wydaje mi się, że powinieneś wyjść."
"Ale chce być z tobą!" Owinął swoje ramiona wokoło jej talii.
Odsunęła się od niego. "Po prostu wyjdź zanim cię wyrzucę!" Wykrzyczała.
"Myślałem, że mówimy sobie swoje sekrety!" Powiedział z małym uśmieszkiem na twarzy.
"Sekrety? Louis, o czym ty pieprzysz?!" Hayden powiedziała unosząc brew.
"Wydaje mi się, że nie chcesz wiedzieć co działo się między mną a Joey na twoim przyjęciu urodzinowym." Powiedział nie zdając sobie sprawy z tego co może zrobić Hayden.
"J-Joey?! Moją przyjaciółką?!" Krzyknęłaś ze zdziwieniem na twarzy.
"Taak, jest naprawdę dobra w łóżku..." Spojrzał na nią i przygryzł swoją dolną wargę.
Spojrzałaś na niego wrogim spojrzeniem. "Spałeś z moją najlepszą przyjaciółką?!" Wykrzyczała.
Wzruszył ramionami. "Przepraszam... choć nie do końca, podobało mi się to co robiliśmy."
Poczuła jak po jej policzkach spływają ciepłe, bolesne łzy. "Nienawidzę cię!"
Powoli wstał. "A ja cię kocham." Delikatnie się do ciebie uśmiechnął.
"Ugh!" Popchnęła go na drzwi tak mocno jak tylko potrafiła.
"Jesteś taka gorąca jak się wściekasz." Oblizał usta ignorując ból pleców.
Otworzyła drzwi pozwalając mu upaść na twardą kostkę przed domem i szybko zatrzasnęła drzwi zostawiając go na zewnątrz.
..........
*Perspektywa Louis'a*
Obudziłem się z nieznośnym bólem głowy, przetarłem oczy zauważyłem Liam'a i Niall'a siedzących przy mnie.
"Wreszcie się obudziłeś." Liam westchnął.
"Co się stało?" Zapytałem przykładając dłoń do czoła z bólu.
"Znaleźliśmy cię u Hayden na podjeździe, zgadujemy, że byłeś pijany." Powiedział Niall łącząc usta.
"O nie, co się między nami stało?" Zapytałem zmartwiony.
Oboje westchnęli i wyszli z pokoju. Wyjąłem mój telefon, nie było żadnej wiadomości od Hayden. Zawsze, każdego ranka dostaję wiadomości od Hayden, one zaczynają mój dzień. Zdecydowałem się zadzwonić, żadnej odpowiedzi.
Ciężko westchnąłem i położyłem głowę z powrotem na poduszce.
"Cześć.." Usłyszałem głos wchodzącej Joey, dlaczego ona tu jest?
"Hej? Co ty tu robisz?" Zapytałem zmieszany.
Powoli podeszła i usiadła na moim łóżku. "Słyszałam co stało się między tobą a Hayden..."
"Huh?"
"I teraz jesteś singlem... więc... dlaczego nie dać by 'nam' szansy?" Wzięła moją dłoń, szybko ją zabrałem.
"Joey, jesteś jej najlepszą przyjaciółką. Nigdy nie zrobił bym t- czekaj, co masz na myśli mówiąc, że jestem singlem?" Zapytałem poważnie.
Zaśmiała się. "Oh Louis, jesteś taki słodki jak grasz głupka!" Pstryknęła mnie w nos.
"Poważnie, co stało się między mną i Hayden?!" I spojrzałem na nią.
"Więc dlaczego się jej nie spytasz?" Odpowiedziała.
"I to jest to co mam zamiar właśnie zrobić." Zszedłem z łóżka i wyszedłem z pokoju zostawiając tam Joey.
..........
Zapukałem w drzwi Hayden głośno i czekałem aż otworzy. Otworzyła, zmierzyła mnie spojrzeniem i chciała zamknąć drzwi, ale przytrzymałem je stopą.
"Hayden, wpuść mnie!" Wykrzyczałem.
Zignorowała mnie i ciągle blokowała drzwi.
"Muszę widzieć co się stało wczorajszej nocy!" Dodałem.
Przestała i otworzyła drzwi na całą szerokość. "Oh, czyli nie pamiętasz jak zdradziłeś mi wczoraj swój mały sekret?!" Zapytała zimnym tonem,
"Nie, nie pamiętam!" Powiedziałem ze zmęczeniem na twarzy.
"Więc idź spytaj swoją szmatę Joey!" Nakrzyczała na mnie, czekajcie, co??
"T-to ci powiedziałem?" Cicho zapytałem.
Wolno pokiwała głową. Widziałem jak zabiera jej się na płacz.
"Hay, kochanie, naprawdę przepraszam." Próbowałem się wytłumaczyć.
"Louis! Kochałam cię! I co dostałam w zamian?!" Powiedziała głośno.
"Kocham cię Hayden! Naprawdę cię kocham!"
Przekręciła oczami. "I co." pociągnęła nosem,
Podszedłem do niej i delikatnie zacząłem wycierać łzy z jej policzka moim rękawem. Odepchnęła moją dłoń.
"Żegnaj Louis." Zatrzasnęła drzwi.
Uderzyłem pięścią w ścianę ze złości, po prostu straciłem miłość mojego życia. Odszedłem ze złamanym sercem. Nie mam pojęcia jak ułożę sobie życie bez niej.
-----------------------------------------------------------------------
Zaczęłam wczoraj, skończyłam dzisiaj, przetłumaczyłam, udało się! :D Ten imagin oryginalnie był o Hiley=Harry+Miley <3 , znalazłam go na yt. Mam fioła na punkcie Hiley, najlepsza ship'owana para na świecie xD Jeśli chcecie to tylko zmieńcie imiona głównych postaci :P
piątek, 28 września 2012
#16 Zayn :)
*napisane z wykorzystaniem tłumaczenia piosenki Ashley Tisdale - Not like That
(fragmenty wstawiane nie po kolei)
Czuję się, oh, tak czarująco,
wyglądam fantastycznie.
Czasami jestem niepewna,
czegoś nie potrafię zignorować.
Wszystkie błyskające flesze,
robię co mogę, by się z nimi uporać.
Jestem tylko dziewczyną z sąsiedztwa,
słyszę wszystkie plotki.
Razem Twoim chłopakiem Zayn'em, resztą 1D i ich dziewczynami od kilku tygodni jesteście w centrum uwagi wszystkich mediów. Wszyscy wiedzieli o was wszystko, ale ostatnio media dowiedziały się o twojej chorobie - astmie. Okayy, mogą wiedzieć, ale dlaczego robią z tego taką aferę? Jakieś 'fanki' pisały do Zayn'a żeby z tobą zerwał ponieważ z tą chorobą wiąże się duży stres, ale jedyne co zrobił to zaśmiał się na ta propozycję i specjalnie poświęcał ci jeszcze więcej czasu, o ile to w ogóle możliwe, w końcu mieszkacie razem. Wraz Zayn'em spędziłaś dziś bardzo przyjemy dzień. Pływaliście trochę w basenie, oglądaliście jakieś filmy i telenowele, ugotowaliście obiad (o ile rzucanie jedzeniem można nazwać gotowaniem), graliście w jakieś gry i nie zapominajmy o rozmaitych czułościach. A teraz właśnie szykujecie się do spania. Wyszłaś spod prysznica przepasana ręcznikiem, założyłaś swoją piżamę, umyłaś twarz, zęby i z uśmiechem na ustach zwolniłaś łazienkę dla Zayn'a. Wyminęliście się w drzwiach od łazienki rzucając sobie przyjazne uśmiechy. Po chwili usłyszałaś dźwięk włączonego prysznica i wyszłaś z pokoju bo zachciało ci się pić. A że zrobiło ci się zimno i chciałaś jak najszybciej wrócić do ciepłego łóżka, zbiegłaś ze schodów i wbiegłaś po nich już ze szklanką wody w ręce. Upiłaś łyk i zaczęłaś kasłać, najpierw niewinnie i gdy zdążyłaś tylko odstawić szklankę, rozpoczął się bolesny atak astmy. Myślałaś, że zaraz wykrztusisz swoje własne płuca. Klęczałaś przy łóżku trzymając dłoń na klatce piersiowej, od bólu aż załzawiły ci oczy. Próbowałaś dosięgnąć leków, ale były za daleko, musiałaś czekać na ratunek ze strony Zayn'a. I jak na zawołanie, woda ucichła, a z łazienki jak oparzony wybiegł Zayn w samym ręczniku w kierunku półeczki z lekami. Podał ci leki, posadził powoli na łóżku i ciepłymi słowami starał cię jakoś uspokoić. Gdyby nie on atak mógłby trwać nawet 2 godziny, a trwał jednie kilka minut. Gdy już było po wszystkim spojrzałaś z wdzięcznością na Zayn'a i mocno się w niego wtuliłaś zanosząc się płaczem. To zdarzało się co raz częściej, ale musiałaś z tym żyć. Przez cały wieczór myślałaś o tym co się działo, ale twój chłopak nie dał ci długo myśleć. Wyszedł szybkim krokiem z pokoju i wrócił z twoją czarną mini sukienką bez ramiączek i seledynowymi szpilkami w rękach, rzucił to wszystko na łóżko i kazał ci się przebierać. Zdziwiona zrobiłaś jak chciał. W wyjaśnieniu dostałaś wytłumaczenie, że Zayn nie umie patrzyć jak się zamartwiasz więc idziecie się zabawić do klubu.
Wszystkie dziewczyny w klubie na mnie patrzą.
Poprzez jedno spojrzenie wiem, że chcą być...
być gorące jak ja,
ale to nie, to nie jest tak.
Wszystkie dziewczyny w klubie na mnie patrzą.
Poniżają mnie, bo są zazdrosne,
ale nie jestem, nie jestem taką dziewczyną,
a to nie, to nie mój świat.
Kurczowo trzymałaś Zayn'a za rękę kiedy 'napadli' na was paparazzi. Chłopak puścił twoją dłoń i mocno objął cię w pasie, jakby bał się, że cię straci. Od blasku fleszy przymrużyłaś oczy i przyspieszyłaś kroku, a Zayn poszedł w twoje ślady. W klubie tańczyłaś jedną piosenkę, a drugą odpoczywałaś, nie chciałaś lub raczej nie chcieliście kolejnego ataku. Zayn wypił jednego drinka i na tobie też więcej nie pozwolił, ale rozumiałaś to, martwił się, że stracicie kontrolę i znowu dojdzie do czegoś przykrego. W pewnym momencie twój towarzysz poszedł do toalety, a ty siedziałaś sama przy stoliku popijając sok jabłkowy. Szczęśliwa obserwowałaś co dzieje się w klubie do czasu gdy ktoś zakłócił twój spokój.
*z perspektywy Zayn'a*
Wyszedłem spokojnym krokiem z toalety i poszedłem usiąść przy naszym stoliku. Gdy tylko usiadłem coś mi nie pasowało... Gdzie jest [t.i.]?! Wstałem jak oparzony i szukałem jej po całym klubie, nigdzie jej nie było. Przechodząc obok damskiej toalety usłyszałem jakieś krzyki i coś przemknęło mi przez myśl, że to może być moja dziewczyna... Nie Zayn, nawet tak nie myśl!! Otworzyłem ukradkiem drzwi i ku mojej złości kilku gości dobierało się do mojej przerażonej dziewczyny! Wiedziałem, że sam sobie nie poradzę, więc jak najszybciej pobiegłem do ochrony klubu. Razem wpadliśmy do pomieszczenia rozdzielając towarzystwo. Szybko podbiegłem do płaczącej [t.i.] której znowu zbierało się na atak.
Z - Spokojnie mała, już dobrze, spokojnie, już nikt cię nie skrzywdzi, jestem tu, oddychaj powoli.
Próbowałem ją jakoś uspokoić, lecz atak astmy był nieunikniony. Zaczęła potężnie kaszleć więc jak najszybciej wziąłem ją na ręce i szybkim krokiem starałem się wyjść z klubu, leki zostały w samochodzie. Przerażona w płaczu jedną ręką obejmowała moją szyję, a drugą trzymała się za klatkę piersiową. To jest naprawdę stresujące, ale ją kocham nie poradzi sobie beze mnie.
Co jest dobre nie jestem już bezsilna w życiu.
To sprawia, że jestem silniejsza.
Dostaję to, co mi się podoba
jak szybki kot, nie, nie wyjdziesz z tego, słyszałaś.
Dowiesz się, że jestem taka, jak ty
i robię te same rzeczy co ty.
Typ laski, która uderza w punkt w japonkach,
słuchająca hip-hopu, czujesz mnie?
Dziennikarze nas otoczyli, nie mogłem się dostać do samochodu. Postawiłem ją delikatnie na ziemi, pocałowałem w czoło i zacząłem krzyczeć na paparazzi by się odsunęli. Jeden z nich zrozumiał co mówię i widząc męczącą się dziewczynę pomógł mi dostać się samochodu, podziękowałem mu, posadziłem [t.i.] na siedzeniu, wyciągnąłem ze schowka leki, dałem jej i z piskiem opon odjechałem. Ukradkiem na nią patrzyłem, atak zaczął mijać, ale i tak wydawała się przerażona.
Z - Kochanie, co jest? Przecież już po wszystkim. *zapytałem masując jej kolano*
Ty - Nic, naprawdę nic...
Z - No przecież widzę.
Ty - Patrz na drogę, pogadamy w domu.
Nawet po dotarciu do domu nie chciała powiedzieć o co jej chodzi. Czekałem aż coś powie delikatnie sygnalizując, że chcę wiedzieć o co chodzi, ale nie reagowała. Poszliśmy spać. Nazajutrz chodziła jakaś taka przygaszona, zawsze było w domu głośno, ciągle się śmialiśmy, a dzisiaj? Nawet nie powitała mnie buziakiem rano!
Z - Mała co jest?
Ty - Zayn, naprawdę nic, nie przejmuj się. *chciała wyjść do drugiego pokoju, ale zagrodziłem jej wyjście*
Z - Sama powiesz, czy mam zgadywać?
Nic nie powiedziała, powoli zacząłem się denerwować.
Z - No przecież mi możesz wszystko powiedzieć. Kochanie martwię się.
Ty - No bo... *urwała*
Z - Chodź, usiądziemy *złapałem ją za rękę, usiadłem na kanapie i posadziłem na swoich kolanach* Więc, słucham.
Ty - No znowu będą się czepiać, może naprawdę powinieneś zakończyć nasz związek? Nie cierpię patrzeć jak się o mnie zamartwiasz, jak przestraszony szukasz leków. Wczoraj wszyscy byli świadkiem mojego ataku, wiesz jak się czułam? Jak jakaś ofiara wśród dręczycieli, czułam się jak podczas kiedy próbowali się do mnie dobierać. Z tą różnicą, że w jednym chodziło o gwałt, a w drugim o naruszenie prywatności. *spuściła głowę powoli zanosząc się płaczem*
Z - *wtuliłem ją w siebie* Ale co ty gadasz? Nie mogę zakończyć tak pięknej rzeczy. Twoja choroba nie jest przeszkodą, ona jest umocnieniem naszego związku, sprawdzianem dla naszej miłości. Jakbym miał wybierać między zespołem, a tobą wybrał bym ciebie, chłopcy by zrozumieli i nie mieliby pretensji, wiedzą, że się wzajemnie kochamy. Zrozum, że jesteś dla mnie najważniejsza i jak zrobią z tego aferę to obiecuję, że przejdę się do tych tabloidów i tak im nawciskam, że już nigdy więcej nie napiszą twojego imienia.
Ty - Ooo, dyrektor Zayn wzywa na dywanik? *zaśmialiśmy się i delikatnie pocałowałem ją*
Poruszam się w tajemnicy,
w sposób, który ich ciekawi.
Patrzą w co jestem ubrana,
stoją z boku tylko się gapiąc,
wykorzystują każdą szansę,
by dowiedzieć się z kim się prowadzam.
Marzę tylko, by zobaczyły
jaka jestem w prawdziwym życiu.
*z twojej perspektywy*
Zayn ma rację, nie mogę się zamartwiać, przecież mam najlepszego chłopaka na świecie nie?
*kilka miesięcy później*
Zayn mi się oświadczył, oczywiście powiedziałam tak, chyba całe osiedle słyszało moje krzyki radości. Dzisiaj powiadomiłam go, że zostanie ojcem. Powiedział 'to wspaniale' i zemdlał, a ja w śmiechu powoli go cuciłam. Coś czuję, że będziemy kochającą się rodziną.
---------------------------------------------------------------------------------------
Okeeej, zabijcie mnie, wiem, że zawaliłam koniec, ale nie miałam na niego kompletnie żadnego pomysłu :P
(fragmenty wstawiane nie po kolei)
Czuję się, oh, tak czarująco,
wyglądam fantastycznie.
Czasami jestem niepewna,
czegoś nie potrafię zignorować.
Wszystkie błyskające flesze,
robię co mogę, by się z nimi uporać.
Jestem tylko dziewczyną z sąsiedztwa,
słyszę wszystkie plotki.
Razem Twoim chłopakiem Zayn'em, resztą 1D i ich dziewczynami od kilku tygodni jesteście w centrum uwagi wszystkich mediów. Wszyscy wiedzieli o was wszystko, ale ostatnio media dowiedziały się o twojej chorobie - astmie. Okayy, mogą wiedzieć, ale dlaczego robią z tego taką aferę? Jakieś 'fanki' pisały do Zayn'a żeby z tobą zerwał ponieważ z tą chorobą wiąże się duży stres, ale jedyne co zrobił to zaśmiał się na ta propozycję i specjalnie poświęcał ci jeszcze więcej czasu, o ile to w ogóle możliwe, w końcu mieszkacie razem. Wraz Zayn'em spędziłaś dziś bardzo przyjemy dzień. Pływaliście trochę w basenie, oglądaliście jakieś filmy i telenowele, ugotowaliście obiad (o ile rzucanie jedzeniem można nazwać gotowaniem), graliście w jakieś gry i nie zapominajmy o rozmaitych czułościach. A teraz właśnie szykujecie się do spania. Wyszłaś spod prysznica przepasana ręcznikiem, założyłaś swoją piżamę, umyłaś twarz, zęby i z uśmiechem na ustach zwolniłaś łazienkę dla Zayn'a. Wyminęliście się w drzwiach od łazienki rzucając sobie przyjazne uśmiechy. Po chwili usłyszałaś dźwięk włączonego prysznica i wyszłaś z pokoju bo zachciało ci się pić. A że zrobiło ci się zimno i chciałaś jak najszybciej wrócić do ciepłego łóżka, zbiegłaś ze schodów i wbiegłaś po nich już ze szklanką wody w ręce. Upiłaś łyk i zaczęłaś kasłać, najpierw niewinnie i gdy zdążyłaś tylko odstawić szklankę, rozpoczął się bolesny atak astmy. Myślałaś, że zaraz wykrztusisz swoje własne płuca. Klęczałaś przy łóżku trzymając dłoń na klatce piersiowej, od bólu aż załzawiły ci oczy. Próbowałaś dosięgnąć leków, ale były za daleko, musiałaś czekać na ratunek ze strony Zayn'a. I jak na zawołanie, woda ucichła, a z łazienki jak oparzony wybiegł Zayn w samym ręczniku w kierunku półeczki z lekami. Podał ci leki, posadził powoli na łóżku i ciepłymi słowami starał cię jakoś uspokoić. Gdyby nie on atak mógłby trwać nawet 2 godziny, a trwał jednie kilka minut. Gdy już było po wszystkim spojrzałaś z wdzięcznością na Zayn'a i mocno się w niego wtuliłaś zanosząc się płaczem. To zdarzało się co raz częściej, ale musiałaś z tym żyć. Przez cały wieczór myślałaś o tym co się działo, ale twój chłopak nie dał ci długo myśleć. Wyszedł szybkim krokiem z pokoju i wrócił z twoją czarną mini sukienką bez ramiączek i seledynowymi szpilkami w rękach, rzucił to wszystko na łóżko i kazał ci się przebierać. Zdziwiona zrobiłaś jak chciał. W wyjaśnieniu dostałaś wytłumaczenie, że Zayn nie umie patrzyć jak się zamartwiasz więc idziecie się zabawić do klubu.
Wszystkie dziewczyny w klubie na mnie patrzą.
Poprzez jedno spojrzenie wiem, że chcą być...
być gorące jak ja,
ale to nie, to nie jest tak.
Wszystkie dziewczyny w klubie na mnie patrzą.
Poniżają mnie, bo są zazdrosne,
ale nie jestem, nie jestem taką dziewczyną,
a to nie, to nie mój świat.
Kurczowo trzymałaś Zayn'a za rękę kiedy 'napadli' na was paparazzi. Chłopak puścił twoją dłoń i mocno objął cię w pasie, jakby bał się, że cię straci. Od blasku fleszy przymrużyłaś oczy i przyspieszyłaś kroku, a Zayn poszedł w twoje ślady. W klubie tańczyłaś jedną piosenkę, a drugą odpoczywałaś, nie chciałaś lub raczej nie chcieliście kolejnego ataku. Zayn wypił jednego drinka i na tobie też więcej nie pozwolił, ale rozumiałaś to, martwił się, że stracicie kontrolę i znowu dojdzie do czegoś przykrego. W pewnym momencie twój towarzysz poszedł do toalety, a ty siedziałaś sama przy stoliku popijając sok jabłkowy. Szczęśliwa obserwowałaś co dzieje się w klubie do czasu gdy ktoś zakłócił twój spokój.
*z perspektywy Zayn'a*
Wyszedłem spokojnym krokiem z toalety i poszedłem usiąść przy naszym stoliku. Gdy tylko usiadłem coś mi nie pasowało... Gdzie jest [t.i.]?! Wstałem jak oparzony i szukałem jej po całym klubie, nigdzie jej nie było. Przechodząc obok damskiej toalety usłyszałem jakieś krzyki i coś przemknęło mi przez myśl, że to może być moja dziewczyna... Nie Zayn, nawet tak nie myśl!! Otworzyłem ukradkiem drzwi i ku mojej złości kilku gości dobierało się do mojej przerażonej dziewczyny! Wiedziałem, że sam sobie nie poradzę, więc jak najszybciej pobiegłem do ochrony klubu. Razem wpadliśmy do pomieszczenia rozdzielając towarzystwo. Szybko podbiegłem do płaczącej [t.i.] której znowu zbierało się na atak.
Z - Spokojnie mała, już dobrze, spokojnie, już nikt cię nie skrzywdzi, jestem tu, oddychaj powoli.
Próbowałem ją jakoś uspokoić, lecz atak astmy był nieunikniony. Zaczęła potężnie kaszleć więc jak najszybciej wziąłem ją na ręce i szybkim krokiem starałem się wyjść z klubu, leki zostały w samochodzie. Przerażona w płaczu jedną ręką obejmowała moją szyję, a drugą trzymała się za klatkę piersiową. To jest naprawdę stresujące, ale ją kocham nie poradzi sobie beze mnie.
Co jest dobre nie jestem już bezsilna w życiu.
To sprawia, że jestem silniejsza.
Dostaję to, co mi się podoba
jak szybki kot, nie, nie wyjdziesz z tego, słyszałaś.
Dowiesz się, że jestem taka, jak ty
i robię te same rzeczy co ty.
Typ laski, która uderza w punkt w japonkach,
słuchająca hip-hopu, czujesz mnie?
Dziennikarze nas otoczyli, nie mogłem się dostać do samochodu. Postawiłem ją delikatnie na ziemi, pocałowałem w czoło i zacząłem krzyczeć na paparazzi by się odsunęli. Jeden z nich zrozumiał co mówię i widząc męczącą się dziewczynę pomógł mi dostać się samochodu, podziękowałem mu, posadziłem [t.i.] na siedzeniu, wyciągnąłem ze schowka leki, dałem jej i z piskiem opon odjechałem. Ukradkiem na nią patrzyłem, atak zaczął mijać, ale i tak wydawała się przerażona.
Z - Kochanie, co jest? Przecież już po wszystkim. *zapytałem masując jej kolano*
Ty - Nic, naprawdę nic...
Z - No przecież widzę.
Ty - Patrz na drogę, pogadamy w domu.
Nawet po dotarciu do domu nie chciała powiedzieć o co jej chodzi. Czekałem aż coś powie delikatnie sygnalizując, że chcę wiedzieć o co chodzi, ale nie reagowała. Poszliśmy spać. Nazajutrz chodziła jakaś taka przygaszona, zawsze było w domu głośno, ciągle się śmialiśmy, a dzisiaj? Nawet nie powitała mnie buziakiem rano!
Z - Mała co jest?
Ty - Zayn, naprawdę nic, nie przejmuj się. *chciała wyjść do drugiego pokoju, ale zagrodziłem jej wyjście*
Z - Sama powiesz, czy mam zgadywać?
Nic nie powiedziała, powoli zacząłem się denerwować.
Z - No przecież mi możesz wszystko powiedzieć. Kochanie martwię się.
Ty - No bo... *urwała*
Z - Chodź, usiądziemy *złapałem ją za rękę, usiadłem na kanapie i posadziłem na swoich kolanach* Więc, słucham.
Ty - No znowu będą się czepiać, może naprawdę powinieneś zakończyć nasz związek? Nie cierpię patrzeć jak się o mnie zamartwiasz, jak przestraszony szukasz leków. Wczoraj wszyscy byli świadkiem mojego ataku, wiesz jak się czułam? Jak jakaś ofiara wśród dręczycieli, czułam się jak podczas kiedy próbowali się do mnie dobierać. Z tą różnicą, że w jednym chodziło o gwałt, a w drugim o naruszenie prywatności. *spuściła głowę powoli zanosząc się płaczem*
Z - *wtuliłem ją w siebie* Ale co ty gadasz? Nie mogę zakończyć tak pięknej rzeczy. Twoja choroba nie jest przeszkodą, ona jest umocnieniem naszego związku, sprawdzianem dla naszej miłości. Jakbym miał wybierać między zespołem, a tobą wybrał bym ciebie, chłopcy by zrozumieli i nie mieliby pretensji, wiedzą, że się wzajemnie kochamy. Zrozum, że jesteś dla mnie najważniejsza i jak zrobią z tego aferę to obiecuję, że przejdę się do tych tabloidów i tak im nawciskam, że już nigdy więcej nie napiszą twojego imienia.
Ty - Ooo, dyrektor Zayn wzywa na dywanik? *zaśmialiśmy się i delikatnie pocałowałem ją*
Poruszam się w tajemnicy,
w sposób, który ich ciekawi.
Patrzą w co jestem ubrana,
stoją z boku tylko się gapiąc,
wykorzystują każdą szansę,
by dowiedzieć się z kim się prowadzam.
Marzę tylko, by zobaczyły
jaka jestem w prawdziwym życiu.
*z twojej perspektywy*
Zayn ma rację, nie mogę się zamartwiać, przecież mam najlepszego chłopaka na świecie nie?
*kilka miesięcy później*
Zayn mi się oświadczył, oczywiście powiedziałam tak, chyba całe osiedle słyszało moje krzyki radości. Dzisiaj powiadomiłam go, że zostanie ojcem. Powiedział 'to wspaniale' i zemdlał, a ja w śmiechu powoli go cuciłam. Coś czuję, że będziemy kochającą się rodziną.
---------------------------------------------------------------------------------------
Okeeej, zabijcie mnie, wiem, że zawaliłam koniec, ale nie miałam na niego kompletnie żadnego pomysłu :P
sobota, 22 września 2012
#15 Harry +18 ;D
Piątek, wieczór, 21:57.
Idziesz właśnie do klubu zapomnieć o troskach i problemach, chcesz się wyszaleć. Mimo, że masz 21 lat jesteś cała wytatuowana - nogi, ręce, plecy, obojczyk... Ubrałaś się na dzisiejszą imprezę dość wyzywająco, wyglądasz dokładnie TAK. <wiem to postać z gry, ale spodobała mi się xd.> Doszłaś do klubu, ochroniarz to twój dobry znajomy więc wpuścił Cię bez sprawdzania dowodu. Wzbudzałaś zainteresowanie swoim wyglądem, ale jakoś się tym nie przejęłaś. Podeszłaś do stołu od bilarda i zaczęłaś grać z jakimś facetem ok. trzydziestki. Był w tym strasznie dobry, bardzo dobrze się bawiliście. Gdy miał uderzyć kolejny raz w bilę ktoś go mocno popchnął, facet poleciał z hukiem na stół, a zza jego pleców było słychać złośliwe śmiechy jakiś chłopaków. Partner trzymał się za żebra i z bólu mocno zaciskał powieki. Zacisnęłaś pięści, rzuciłaś kijem od gry w stół od bilarda i podeszłaś do grupki chłopców. Ahh, no i nie zapominajmy o jednym: jesteś agresywna.
Ty - Dlaczego to zrobiłeś? *założyłaś ręce na piersi*
Ch - Bo to jest zabawne, nie uważasz? *śmiał się dalej*
Ty - A no, hahaha. *fałszywie się zaśmiałaś* Ciekawe czy to Ci się spodoba. *wycedziłaś przez zęby i walnęłaś go z pięści w brzuch najmocniej jak umiałaś*
Koleś upadł na podłogę, usiadłaś na nim i zaczęłaś go bić po twarzy. Zaczęła mu lecieć krew z nosa, miał rozciętą brew i wargę. Chciałaś mu przywalić jeszcze raz, ale ochroniarz was obu wywalił z klubu. Usłyszałaś jedynie 'dziękuję' od tamtego kolesia i znalazłaś się na zewnątrz. Usiadłaś na ziemi i walnęłaś z pięści w chodnik. Zasyczałaś i skuliłaś się na chodniku trzymając się za bolącą pięść. W twoich oczach pojawiły się łzy, kolejny raz nie umiałaś zapanować nad swoją agresją. Poczułaś jak ktoś położył dłoń na twoich plecach, wzdrygnęłaś i od razu wstałaś. Stał przed tobą chłopak z którym się biłaś w klubie. Przyjrzałaś się mu dokładniej, miał bujne kręcone loki, zielone hipnotyzujące oczy i usta które chce się po prostu całować. Był od ciebie może z 3 centymetry wyższy. Pomińmy fakt,że miał całą pokrwawioną twarz. Kojarzyłaś go z plakatów młodszej siostry, jak mu było? Henry? Niee, jakoś podobnie, ale to nie to... Harry? Taak, Harry, Harry Styles. Postanowiłaś jakoś go przeprosić.
Ty - Chodź zawiozę Cię do szpitala. *zaczęłaś iść w stronę swojego samochodu*
H - *niepewnie poszedł za tobą i wsiadł do auta od strony pasażera*
Ty - Przepraszam Cię, po prostu mam problemy z agresją, a że skrzywdziłeś mojego znajomego, to nie umiałam nad sobą zapanować. *tłumaczyłaś się w drodze do szpitala*
H - Też nie jestem bez winy, to ja to zacząłem. *przerwał na chwilę* A swoją drogą to umiesz przywalić. *zaśmialiście się*
Ty - Dzięki. A ty swoją drogą nie umiesz się bronić. *jeszcze raz się zaśmialiście*
H - No co? Dziewczyny nie wypada uderzyć! *zaśmiałaś się* A tak w ogóle to jak masz na imię?
Ty - Skyler, a ty Harry jeśli dobrze kojarzę. *odwróciłaś głowę w jego stronę i pokazałaś swój seksowny uśmiech*
H - Tsaa. *przygryzł wargę widząc twój uśmiech i odwrócił głowę w stronę okna*
Ty - *obejrzałaś go od góry do dołu i parsknęłaś śmiechem na widok 'namiocika' na jego spodniach*
H - Co? *zwrócił się do ciebie odwracając głowę*
Ty - Nicc, nicc. *pokręciłaś przecząco głową powstrzymując śmiech* Już jesteśmy, wysiadaj.
Weszliście do szpitala, pierw obejrzeli rany Harry'ego, a później twoją lekko krwawiącą pięść. Założyli mu kilka szwów, a tobie zabandażowali dłoń. Wróciliście do samochodu tym razem w lepszej atmosferze.
Ty - Gdzie cię podwieźć? *powiedziałaś wkładając klucz do stacyjki*
H - Emm...
Ty - No?
H - Nie chce wracać do domu w takim stanie, mama zrobi awanturę, jutro jej wytłumaczę. Więc...
Ty - Więc?
H - Mógłbym zostać dzisiaj u ciebie? *zapytał lekko przygaszony*
Ty - Jasne, siostra właśnie powinna wychodzić na imprezę do jej chłopaka, więc będziemy mieli caaaaaaaałą chatę dla siebie. *zaśmiałaś się*
Przez całą drogę śmialiście się i przesyłaliście sobie znaczące spojrzenia. Otwierając drzwi, spojrzałaś na niego i naszła cię chcica... przerażająca chcica. Weszłaś do mieszkania i zaczęłaś kaszleć.
H - Co jest?
Ty - Nie uważasz, że tu śmierdzi? *zapytałaś zatykając nos*
H - Hahaha, tu pachnie... malinami?
R - Dokładnie! *krzyknęła twoja siostra schodząc z góry*
Ty - Harry, to moja siostra Riley...
H - Miło poznać.
R - Nawzajem. Siostra... *spojrzała na ciebie znacząco i poruszała brwiami* ...idę do Ray'a. Bądź grzeczna! *krzyknęła wychodząc*
H - To serio była twoja siostra? Jesteście, no...
Ty - Inne? Taak, ja wolę hard look, a ona plastic look. *Harry się zaśmiał* Czekaj otworzę okno bo się zaraz uduszę...
Jak mówiłaś otworzyłaś okna i wracając zgarnęłaś z barku Jack'a Daniels'a, jakąś wódkę, Gin'a itp, itd. Poszłaś do kuchni po żelki, wstawiłaś popcorn do mikrofali. (...) W pewnym momencie, gdy byliście już oboje po trzech kieliszkach zdjęłaś swoje glany, jeans'ową kurteczkę i można powiedzieć, że zostałaś w samym 'biustonoszu' i szortach. Harry na ten widok oblizał usta i zdjął swój czarny sweter, czerwone converse i usiadł bliżej ciebie.
Ty - Więc, co robimy? Mam gdzieś jakieś planszówki i karty, druga młodsza siostra jak była zostawiła.
H - Mam pomysł.
Ty - Jaki?
H - Zagrajmy w Pokera. *poszłaś po karty*
Ty - No dobra, to siadaj tu. *pokazałaś miejsce obok siebie na podłodze; odgarnęłaś grzywkę za ucho*
H - Jakie ty masz piękne oczy, takie... błękitne...
Ty - Muszę sobie zapamiętać, że jak jesteś pijany - bredzisz, mam niebieskie oczy. Więc, kto pierwszy tasuje?
H - Ja.
Ty- Ok.
Graliście śmiejąc się, co raz więcej pijąc i jak oboje byliście na granicy sprawności fizycznej, Harry coś zaproponował.
H - A może teraz pogramy w pokera na fanty?
Ty - *zrobiłaś 'wtf?'* A co to?
H - No jak przegrasz oddajesz jakąś część ze swojego ubioru. *chytrze się uśmiechnął*
Ty - Oooo, jakiś ty sprytny Haroldzie! *poruszałaś zabawnie brwiami na co się zaśmiał* Kto tasuje pierwszy?
H - Ja. *potasował i rozdał karty; oboje dobraliście nowe*
Ty - Uuuu... Nooo Styles, szykuj koszulkę.
H - Serio jesteś tego taka pewna?
Ty - Ooo, taaaak. *pokiwałaś głową z uśmiechem na ustach*
H - Noo ja mam Karetę a ty? *powiedział pokazując karty*
Ty - Buahahaha... Ja mam Pokera *zrobiłaś minkę coś jak: :3 *
H - Pokaż... *zabrał ci karty* Tyy, rzeczywiście.
Ty - To zdejmujesz tą koszulkę czy mam ci pomóc?
H - Mruu...
Ty - Zboczuch! *pstryknęłaś go w nos*
I graliście tak, aż do momentu kiedy Harry został w samych bokserkach.
H - Czuję się taki... nagi...
Ty - Stary... co masz? *spojrzałaś na swoje dobrane karty niezadowolona*
H - Eeeh... Parę dam.
Ty -Noo, nooo- *przerwał ci*
H - Kurde bokserki też mam zdjąć? *już zaczął się szykować*
Ty - Nie. Ja mam parę dziesiątek. *spojrzał na ciebie*
H - Pierdolisz? *sprawdził twoje karty*A ty teraz masz zdjąć stanik, nie?
Ty - Ta... Ale...
H - Hmm?
Ty - Ja... Ja się wstydzę... *spuściłaś głowę i poczułaś jak twoje policzki przybierają kolor z bladej bieli na czerwony*
H - Czemu? *usiadł bliżej ciebie*
Ty - No bo jestem ciągle dziewicą i nikt nie widział jeszcze moich piersi. Oprócz mnie rzecz jasna. *zaśmiałaś się ze wciąż spuszczoną głową*
H - Ty serio jesteś dziewicą? Nie wyglądasz...
Ty - Ale jestem. *nerwowo zaczęłaś bawić się swoimi włosami*
H - Dobra, to już nie gramy, masz *podał ci butelkę Daniels'a*
Ty - Dzięki *zaczęłaś pić z gwinta, Harry lekko Cię popchnął i wylałaś na siebie całą zawartość butelki* Kurwa...
H - Przepraszam, pomogę ci.
Ty - Ale jak- *nie dokończyłaś bo cię pocałował*
Odwzajemniłaś lekko zdziwiona i czekałaś co zrobi potem. Czułaś jak wasze języki walczą o dominację, robił to tak delikatnie, a za razem podniecająco. Schodził niżej językiem liżąc każdy skrawek twojego ciała oblany Daniels'em. Twój oddech przyspieszył, nie mogłaś i nie chciałaś uniknąć tego co nadchodziło. Doszedł do twojego 'stanika' i z dziecięcą łatwością go zdjął. Chwycił twoje skarby i zaczął się nimi bawić w między czasie namiętnie cię całując. Jęczałaś z podniecenia w jego ustach. Przerwał pocałunek i przeszedł do lizania i podgryzania twoich sutków. Krzyczałaś jego imię i jęczałaś co raz to głośniej. W jego oczach malowało się zadowolenie, zachwycenie i iskierki podniecenia. Na chwilę przestał, odsunął ławę w zakamarek pokoju i wrócił do ciebie. Podniósł cię i położył na puchatym, białym dywanie przy okazji całując. Chciał powrócić do poprzedniej czynności, ale mu nie pozwoliłaś, chciałaś by doznał takiej przyjemności jaką sam ci sprawił. Jak chciał coś powiedzieć, położyłaś palec na jego ustach sygnalizując żeby był cicho. Wstałaś z dywanu i pociągnęłaś go za ręce by wstał razem z tobą. Namiętnie go pocałowałaś majstrując przy jego bokserkach. Wolną dłoń wplotłaś w jego włosy. Poczułaś jak jego przyrodzenie twardnieje i uśmiechnęłaś się w trakcie pocałunku. Zeszłaś niżej na jego szyje, poprzez obojczyk, brzuch aż doszłaś do jego bokserek. Uklęknęłaś przed nim i spojrzałaś mu w oczy, nigdy nie widziałaś takiego blasku. Ściągnęłaś bokserki i powoli wzięłaś jego kumpla w dłoń na co cicho zasapał. Nie wiedziałaś jak to się robi, to był twój pierwszy raz, więc postanowiłaś zdać się na szkołę starszej siostry. Zaczęłaś energicznie poruszać ręką i lizać główkę członka, na co Harry zaczął mocno sapać. Chwilę potem starałaś się wziąć go całego do ust. Krzyczał, sapał, jęczał. A ty? No cóż, wszystko co robił w tej chwili cię podniecało. W pewnym momencie odepchnął cię od siebie tak, że straciłaś równowagę i upadłaś na dywan. Ciężko dysząc Harry wodził dłońmi po twoim wytatuowanym ciele, podobały mu się jak małemu dziecku nowa zabawka. Dotarł dłońmi do twoich majtek i spojrzał na twoją twarz z pożądaniem kierując wzrok w twoje oczy. Zobaczył lekkie przerażenie w twoich oczach.
H - Na pewno tego chcesz? Nie chcę żebyś później żałowała.
Ty tylko pokiwałaś lekko głową uśmiechając się przy tym. Chwilę po tym nie miałaś na sobie majtek i czułaś palce Hazzy w twoich okolicach intymnych. Chwycił Cię za jedną nogę, oparł ją o swoje ramię i od łydki schodził z pocałunkami coraz niżej. Gdy tylko dotarł do myszki pieścił ją językiem i leciutko przygryzał.W pewnym momencie, poczułaś w sobie 2 palce na co wygięłaś się wbijając paznokcie w dywan i zaciskając mocno wargi. Wydawałaś odgłosy podniecenia i gdy już nie mogłaś wytrzymać, Harry jakby to wyczuł, przestał i wodząc rękoma to twoim ciele, rzucił się do twoich ust. Był głodny pocałunków. Ciężko oddychając owinęłaś się wokół jego ciała odwzajemniając pocałunki. Zaniósł cię do kuchni i postawił na ziemi, a ty jakbyś przeczuwała o co mu chodzi, bez zbędnych słów odwróciłaś się do niego tyłem opierając o stół. Czułaś jak jego penis się ciebie ociera, a jego właściciel daje ci klapsa i szybko, mocno, ale za razem delikatnie i subtelnie w ciebie wchodzi. Krzyknęłaś wbijając paznokcie w stół. Zaczął przyśpieszać tempo, a stół motał się wraz z wami. Jeszcze szybciej i jeszcze szybciej. Stół skrzypi, a ty krzyczysz błagając chłopaka o więcej. Poczułaś jak traci nad sobą kontrolę i pierzy cię jak zwierze dobijając do twojego punktu g. Czujesz, wiesz, że zaraz nastąpi ten oczekiwany koniec i informujesz o tym Hazzę, na co on bardziej przyspiesza i krzyczy, że dojdziesz jak ci powie. Wstrzymujesz się przez jakiś czas zaciskając powieki, po czym chłopak krzyczy 'teraz!' i oboje dochodzicie. Harry przyciąga cię do siebie, bierze na ręce, a ty zmęczona wskazujesz mu drogę do swojej sypialni.
---------------------------------------------------------------------------------
I jest +18, wam pozostawiam ocenę, miłego czytania, czy coś xd.
Idziesz właśnie do klubu zapomnieć o troskach i problemach, chcesz się wyszaleć. Mimo, że masz 21 lat jesteś cała wytatuowana - nogi, ręce, plecy, obojczyk... Ubrałaś się na dzisiejszą imprezę dość wyzywająco, wyglądasz dokładnie TAK. <wiem to postać z gry, ale spodobała mi się xd.> Doszłaś do klubu, ochroniarz to twój dobry znajomy więc wpuścił Cię bez sprawdzania dowodu. Wzbudzałaś zainteresowanie swoim wyglądem, ale jakoś się tym nie przejęłaś. Podeszłaś do stołu od bilarda i zaczęłaś grać z jakimś facetem ok. trzydziestki. Był w tym strasznie dobry, bardzo dobrze się bawiliście. Gdy miał uderzyć kolejny raz w bilę ktoś go mocno popchnął, facet poleciał z hukiem na stół, a zza jego pleców było słychać złośliwe śmiechy jakiś chłopaków. Partner trzymał się za żebra i z bólu mocno zaciskał powieki. Zacisnęłaś pięści, rzuciłaś kijem od gry w stół od bilarda i podeszłaś do grupki chłopców. Ahh, no i nie zapominajmy o jednym: jesteś agresywna.
Ty - Dlaczego to zrobiłeś? *założyłaś ręce na piersi*
Ch - Bo to jest zabawne, nie uważasz? *śmiał się dalej*
Ty - A no, hahaha. *fałszywie się zaśmiałaś* Ciekawe czy to Ci się spodoba. *wycedziłaś przez zęby i walnęłaś go z pięści w brzuch najmocniej jak umiałaś*
Koleś upadł na podłogę, usiadłaś na nim i zaczęłaś go bić po twarzy. Zaczęła mu lecieć krew z nosa, miał rozciętą brew i wargę. Chciałaś mu przywalić jeszcze raz, ale ochroniarz was obu wywalił z klubu. Usłyszałaś jedynie 'dziękuję' od tamtego kolesia i znalazłaś się na zewnątrz. Usiadłaś na ziemi i walnęłaś z pięści w chodnik. Zasyczałaś i skuliłaś się na chodniku trzymając się za bolącą pięść. W twoich oczach pojawiły się łzy, kolejny raz nie umiałaś zapanować nad swoją agresją. Poczułaś jak ktoś położył dłoń na twoich plecach, wzdrygnęłaś i od razu wstałaś. Stał przed tobą chłopak z którym się biłaś w klubie. Przyjrzałaś się mu dokładniej, miał bujne kręcone loki, zielone hipnotyzujące oczy i usta które chce się po prostu całować. Był od ciebie może z 3 centymetry wyższy. Pomińmy fakt,że miał całą pokrwawioną twarz. Kojarzyłaś go z plakatów młodszej siostry, jak mu było? Henry? Niee, jakoś podobnie, ale to nie to... Harry? Taak, Harry, Harry Styles. Postanowiłaś jakoś go przeprosić.
Ty - Chodź zawiozę Cię do szpitala. *zaczęłaś iść w stronę swojego samochodu*
H - *niepewnie poszedł za tobą i wsiadł do auta od strony pasażera*
Ty - Przepraszam Cię, po prostu mam problemy z agresją, a że skrzywdziłeś mojego znajomego, to nie umiałam nad sobą zapanować. *tłumaczyłaś się w drodze do szpitala*
H - Też nie jestem bez winy, to ja to zacząłem. *przerwał na chwilę* A swoją drogą to umiesz przywalić. *zaśmialiście się*
Ty - Dzięki. A ty swoją drogą nie umiesz się bronić. *jeszcze raz się zaśmialiście*
H - No co? Dziewczyny nie wypada uderzyć! *zaśmiałaś się* A tak w ogóle to jak masz na imię?
Ty - Skyler, a ty Harry jeśli dobrze kojarzę. *odwróciłaś głowę w jego stronę i pokazałaś swój seksowny uśmiech*
H - Tsaa. *przygryzł wargę widząc twój uśmiech i odwrócił głowę w stronę okna*
Ty - *obejrzałaś go od góry do dołu i parsknęłaś śmiechem na widok 'namiocika' na jego spodniach*
H - Co? *zwrócił się do ciebie odwracając głowę*
Ty - Nicc, nicc. *pokręciłaś przecząco głową powstrzymując śmiech* Już jesteśmy, wysiadaj.
Weszliście do szpitala, pierw obejrzeli rany Harry'ego, a później twoją lekko krwawiącą pięść. Założyli mu kilka szwów, a tobie zabandażowali dłoń. Wróciliście do samochodu tym razem w lepszej atmosferze.
Ty - Gdzie cię podwieźć? *powiedziałaś wkładając klucz do stacyjki*
H - Emm...
Ty - No?
H - Nie chce wracać do domu w takim stanie, mama zrobi awanturę, jutro jej wytłumaczę. Więc...
Ty - Więc?
H - Mógłbym zostać dzisiaj u ciebie? *zapytał lekko przygaszony*
Ty - Jasne, siostra właśnie powinna wychodzić na imprezę do jej chłopaka, więc będziemy mieli caaaaaaaałą chatę dla siebie. *zaśmiałaś się*
Przez całą drogę śmialiście się i przesyłaliście sobie znaczące spojrzenia. Otwierając drzwi, spojrzałaś na niego i naszła cię chcica... przerażająca chcica. Weszłaś do mieszkania i zaczęłaś kaszleć.
H - Co jest?
Ty - Nie uważasz, że tu śmierdzi? *zapytałaś zatykając nos*
H - Hahaha, tu pachnie... malinami?
R - Dokładnie! *krzyknęła twoja siostra schodząc z góry*
Ty - Harry, to moja siostra Riley...
H - Miło poznać.
R - Nawzajem. Siostra... *spojrzała na ciebie znacząco i poruszała brwiami* ...idę do Ray'a. Bądź grzeczna! *krzyknęła wychodząc*
H - To serio była twoja siostra? Jesteście, no...
Ty - Inne? Taak, ja wolę hard look, a ona plastic look. *Harry się zaśmiał* Czekaj otworzę okno bo się zaraz uduszę...
Jak mówiłaś otworzyłaś okna i wracając zgarnęłaś z barku Jack'a Daniels'a, jakąś wódkę, Gin'a itp, itd. Poszłaś do kuchni po żelki, wstawiłaś popcorn do mikrofali. (...) W pewnym momencie, gdy byliście już oboje po trzech kieliszkach zdjęłaś swoje glany, jeans'ową kurteczkę i można powiedzieć, że zostałaś w samym 'biustonoszu' i szortach. Harry na ten widok oblizał usta i zdjął swój czarny sweter, czerwone converse i usiadł bliżej ciebie.
Ty - Więc, co robimy? Mam gdzieś jakieś planszówki i karty, druga młodsza siostra jak była zostawiła.
H - Mam pomysł.
Ty - Jaki?
H - Zagrajmy w Pokera. *poszłaś po karty*
Ty - No dobra, to siadaj tu. *pokazałaś miejsce obok siebie na podłodze; odgarnęłaś grzywkę za ucho*
H - Jakie ty masz piękne oczy, takie... błękitne...
Ty - Muszę sobie zapamiętać, że jak jesteś pijany - bredzisz, mam niebieskie oczy. Więc, kto pierwszy tasuje?
H - Ja.
Ty- Ok.
Graliście śmiejąc się, co raz więcej pijąc i jak oboje byliście na granicy sprawności fizycznej, Harry coś zaproponował.
H - A może teraz pogramy w pokera na fanty?
Ty - *zrobiłaś 'wtf?'* A co to?
H - No jak przegrasz oddajesz jakąś część ze swojego ubioru. *chytrze się uśmiechnął*
Ty - Oooo, jakiś ty sprytny Haroldzie! *poruszałaś zabawnie brwiami na co się zaśmiał* Kto tasuje pierwszy?
H - Ja. *potasował i rozdał karty; oboje dobraliście nowe*
Ty - Uuuu... Nooo Styles, szykuj koszulkę.
H - Serio jesteś tego taka pewna?
Ty - Ooo, taaaak. *pokiwałaś głową z uśmiechem na ustach*
H - Noo ja mam Karetę a ty? *powiedział pokazując karty*
Ty - Buahahaha... Ja mam Pokera *zrobiłaś minkę coś jak: :3 *
H - Pokaż... *zabrał ci karty* Tyy, rzeczywiście.
Ty - To zdejmujesz tą koszulkę czy mam ci pomóc?
H - Mruu...
Ty - Zboczuch! *pstryknęłaś go w nos*
I graliście tak, aż do momentu kiedy Harry został w samych bokserkach.
H - Czuję się taki... nagi...
Ty - Stary... co masz? *spojrzałaś na swoje dobrane karty niezadowolona*
H - Eeeh... Parę dam.
Ty -Noo, nooo- *przerwał ci*
H - Kurde bokserki też mam zdjąć? *już zaczął się szykować*
Ty - Nie. Ja mam parę dziesiątek. *spojrzał na ciebie*
H - Pierdolisz? *sprawdził twoje karty*A ty teraz masz zdjąć stanik, nie?
Ty - Ta... Ale...
H - Hmm?
Ty - Ja... Ja się wstydzę... *spuściłaś głowę i poczułaś jak twoje policzki przybierają kolor z bladej bieli na czerwony*
H - Czemu? *usiadł bliżej ciebie*
Ty - No bo jestem ciągle dziewicą i nikt nie widział jeszcze moich piersi. Oprócz mnie rzecz jasna. *zaśmiałaś się ze wciąż spuszczoną głową*
H - Ty serio jesteś dziewicą? Nie wyglądasz...
Ty - Ale jestem. *nerwowo zaczęłaś bawić się swoimi włosami*
H - Dobra, to już nie gramy, masz *podał ci butelkę Daniels'a*
Ty - Dzięki *zaczęłaś pić z gwinta, Harry lekko Cię popchnął i wylałaś na siebie całą zawartość butelki* Kurwa...
H - Przepraszam, pomogę ci.
Ty - Ale jak- *nie dokończyłaś bo cię pocałował*
Odwzajemniłaś lekko zdziwiona i czekałaś co zrobi potem. Czułaś jak wasze języki walczą o dominację, robił to tak delikatnie, a za razem podniecająco. Schodził niżej językiem liżąc każdy skrawek twojego ciała oblany Daniels'em. Twój oddech przyspieszył, nie mogłaś i nie chciałaś uniknąć tego co nadchodziło. Doszedł do twojego 'stanika' i z dziecięcą łatwością go zdjął. Chwycił twoje skarby i zaczął się nimi bawić w między czasie namiętnie cię całując. Jęczałaś z podniecenia w jego ustach. Przerwał pocałunek i przeszedł do lizania i podgryzania twoich sutków. Krzyczałaś jego imię i jęczałaś co raz to głośniej. W jego oczach malowało się zadowolenie, zachwycenie i iskierki podniecenia. Na chwilę przestał, odsunął ławę w zakamarek pokoju i wrócił do ciebie. Podniósł cię i położył na puchatym, białym dywanie przy okazji całując. Chciał powrócić do poprzedniej czynności, ale mu nie pozwoliłaś, chciałaś by doznał takiej przyjemności jaką sam ci sprawił. Jak chciał coś powiedzieć, położyłaś palec na jego ustach sygnalizując żeby był cicho. Wstałaś z dywanu i pociągnęłaś go za ręce by wstał razem z tobą. Namiętnie go pocałowałaś majstrując przy jego bokserkach. Wolną dłoń wplotłaś w jego włosy. Poczułaś jak jego przyrodzenie twardnieje i uśmiechnęłaś się w trakcie pocałunku. Zeszłaś niżej na jego szyje, poprzez obojczyk, brzuch aż doszłaś do jego bokserek. Uklęknęłaś przed nim i spojrzałaś mu w oczy, nigdy nie widziałaś takiego blasku. Ściągnęłaś bokserki i powoli wzięłaś jego kumpla w dłoń na co cicho zasapał. Nie wiedziałaś jak to się robi, to był twój pierwszy raz, więc postanowiłaś zdać się na szkołę starszej siostry. Zaczęłaś energicznie poruszać ręką i lizać główkę członka, na co Harry zaczął mocno sapać. Chwilę potem starałaś się wziąć go całego do ust. Krzyczał, sapał, jęczał. A ty? No cóż, wszystko co robił w tej chwili cię podniecało. W pewnym momencie odepchnął cię od siebie tak, że straciłaś równowagę i upadłaś na dywan. Ciężko dysząc Harry wodził dłońmi po twoim wytatuowanym ciele, podobały mu się jak małemu dziecku nowa zabawka. Dotarł dłońmi do twoich majtek i spojrzał na twoją twarz z pożądaniem kierując wzrok w twoje oczy. Zobaczył lekkie przerażenie w twoich oczach.
H - Na pewno tego chcesz? Nie chcę żebyś później żałowała.
Ty tylko pokiwałaś lekko głową uśmiechając się przy tym. Chwilę po tym nie miałaś na sobie majtek i czułaś palce Hazzy w twoich okolicach intymnych. Chwycił Cię za jedną nogę, oparł ją o swoje ramię i od łydki schodził z pocałunkami coraz niżej. Gdy tylko dotarł do myszki pieścił ją językiem i leciutko przygryzał.W pewnym momencie, poczułaś w sobie 2 palce na co wygięłaś się wbijając paznokcie w dywan i zaciskając mocno wargi. Wydawałaś odgłosy podniecenia i gdy już nie mogłaś wytrzymać, Harry jakby to wyczuł, przestał i wodząc rękoma to twoim ciele, rzucił się do twoich ust. Był głodny pocałunków. Ciężko oddychając owinęłaś się wokół jego ciała odwzajemniając pocałunki. Zaniósł cię do kuchni i postawił na ziemi, a ty jakbyś przeczuwała o co mu chodzi, bez zbędnych słów odwróciłaś się do niego tyłem opierając o stół. Czułaś jak jego penis się ciebie ociera, a jego właściciel daje ci klapsa i szybko, mocno, ale za razem delikatnie i subtelnie w ciebie wchodzi. Krzyknęłaś wbijając paznokcie w stół. Zaczął przyśpieszać tempo, a stół motał się wraz z wami. Jeszcze szybciej i jeszcze szybciej. Stół skrzypi, a ty krzyczysz błagając chłopaka o więcej. Poczułaś jak traci nad sobą kontrolę i pierzy cię jak zwierze dobijając do twojego punktu g. Czujesz, wiesz, że zaraz nastąpi ten oczekiwany koniec i informujesz o tym Hazzę, na co on bardziej przyspiesza i krzyczy, że dojdziesz jak ci powie. Wstrzymujesz się przez jakiś czas zaciskając powieki, po czym chłopak krzyczy 'teraz!' i oboje dochodzicie. Harry przyciąga cię do siebie, bierze na ręce, a ty zmęczona wskazujesz mu drogę do swojej sypialni.
---------------------------------------------------------------------------------
I jest +18, wam pozostawiam ocenę, miłego czytania, czy coś xd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
